• Wpisów:227
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:294 dni temu
  • Licznik odwiedzin:26 480 / 1591 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Uwaga! Zapraszam Was wszystkich na mojego nowego bloga, a raczej nową stronę! Jest ulepszona, ma więcej zakładek i też inną nazwę. Mam nadzieję, że dalej będziecie zaglądać i czytać.

http://dustyredplace.weebly.com/

Zapraszam do komentowania, zadawania pytań i dzielenia się ze mną wszystkim.

To nie jest koniec! To jest kontynuacja Nie rozstajemy się.
 

 
Tytuł napisany bez namysłu, ale zgodny z prawdą. Jest zimno i najbardziej chciałabym, żeby wyszło w końcu słońce. A jeszcze bardziej, żeby było lato. Na razie nie ma normalnej, wesołej jesieni z kolorowymi liśćmi i piękną pogodą do spacerów. Jest tylko zimno, pochmurno, szaro i brzydko. A jeśli chodzi o zimno to zimno mi prawie cały czas. W ręce : )
Dopadła mnie jesienna chandra. Znaczy... dopada mnie średnio co drugi dzień. Raz wstaję i czuję się beznadziejnie, mam ochotę umrzeć i nie mam na nic siły jak w liceum, a na drugi dzień jest już lepiej. Może to też zależy od tego jak wyglądam czy coś... Albo jak myślę, że wyglądam. Nie wiem. Wczoraj przespałam większość soboty, bo było ciemno i nie miałam siły wstawać z łóżka. A położyłam się tylko na chwilę po śniadaniu. Wstałam o 17 xd Czułam się strasznie...

Też tak czasem macie, że jak uczeszecie się w określony sposób (w moim przypadku w kitkę) lub ubierzecie w dane ubrania to czujecie się brzydcy, bezwartościowi i do kitu, a wasz dzień jest stracony? Albo czujecie się wtedy gorsi od innych? Pewnie nie i tylko ja jestem taka nienormalna xd

Wgl to powieka mi drga. Biorę magnez i nic... I włosy mi ostatnio wypadają. Jakieś osłabienie mnie wzięło. Choroba o nazwie 'wczesna jesień' -,-
Czasem przychodzi taki czas kiedy dochodzi do mnie pewnie rodzaj bólu mimo tego, że w większości emocje do mnie nie docierają i pozostaję obojętna na wszystko i pusta w środku. Trochę jakbym nie żyła. Kiedyś namalowałam taki obrazek: http://fearofemotions.deviantart.com/art/My-emotional-state-516842169 Nadal jest aktualny. Ta góra lodu to moje serce. Szara przestrzeń to pustka z szalejącymi zimnymi wiatrami. A to z prawej to ludzie, którzy próbują stopić trochę mojego lodu, ale po drodze zostają zamrożeni lodowatymi oparami albo napotykają różne przeszkody.
A co do bólu... to nieważne. Czułam go rano. Teraz nie będę robić z siebie ofiary.
Napisałabym jeszcze parę rzeczy dotyczących emocji i psychologii, ale zostawię je sobie na kiedy indziej, bo mam na razie inny nastrój, a poza tym czekam na inny dzień. Jakieś tajemnice też muszą być.
W dwie ostatnie środy byłam w kinie najpierw sama na Bridget Jones 3, a potem z Olą na Dziewczynie z pociągu. Bridget dałabym mocne 8/10. Film świetny, można się pośmiać, zrelaksować i wgl. Czytałam dwie części książki (około rok temu) i się wciągnęłam. Ale trzeciej nie przeczytałam tylko zaczęłam xd
Dziewczynie z pociągu dałabym 7/10. Nie jestem dobra w opowiadaniu filmów i wrażeń z nich, więc powiem to lepiej krótko. Mimo, że film był dobry, było napięcie, realistyczne sceny, zaskoczenie (ogólnie dobra kryminalna historia) to drugi raz bym nie obejrzała dlatego, że to było bardzo smutne, refleksyjne i emocjonalne. Smutku i refleksji wystarczy mi na co dzień. I tak za dużo myślę. Tylko nie o tym co trzeba... -,-
Piosenka z Bridget Jones 3iframe width="408" height="230" src="http://www.youtube.com/embed/pvP_OwVSFpk" frameborder="0" allowfullscreen>
Zapomniałam napisać jeszcze o studiach xdd Tak, już się zaczęły. 3 rok leci. Plan mam w miarę spoko. W ten dni w które mam zajęcia mam też po jednym okienku. Mam też 2 dni luzu. Na szczęście : ) I mam kilka niepotrzebnych w życiu przedmiotów (jestem na filologii angielskiej jakby coś) jak np. Wojna w dziejach Europy (po polsku), literatura amerykańska, angielski jako język globalny i gramatyka kontrastywna.
W wakacje spotkałam się z Konstancją, która rozważa pójście do zakonu. Kiedyś zastanawiałam się co kieruje ludźmi, którzy się na to decydują i jak wygląda to "powołanie". Czy tym ludziom nie jest szkoda rzucać 'normalnego życia', wolności i związku z inną osobą na rzecz zamknięcia się w zakonie do śmierci.
Tak więc dowiedziałam się, że to jest jak związek tylko, że z Bogiem, a nie z człowiekiem. W sensie... moja koleżanka mi tego wprost nie powiedziała (żeby nie było, że zmyślam czy coś). To są moje wnioski. Po prostu ktoś kocha Boga bardzo bardzo mocno, jest przy Nim tak blisko myślami, modlitwą itd., robiąc różne rzeczy myśli o Nim jak o ukochanej osobie, często przychodzi do kościoła "porozmawiać" z Bogiem itd. i w którymś momencie życia dochodzi do tego, że chciałby spędzić z Bogiem resztę życia. Czuje, że Bóg go wybrał jako kogoś wyjątkowego, kogoś kto ma być blisko Niego, "u góry", na uprzywilejowanej pozycji (bo w końcu Bóg jest królem wszechświata, co nie? A ten człowiek będzie u boku Boga.) To trochę tak jak długo się z kimś spotykasz i po jakimś czasie ta osoba staje ci się tak bliska, że jakby masz "prawo" jej towarzyszyć w życiu, a ona nie ma nic przeciwko. W sensie nie czujesz się niezręcznie będąc cały czas obecny w jej życiu i ona ci na to pozwala. Masakra... nie umiem tłumaczyć -,- Agrrrr....
Będąc w zakonie ci ludzie mają poczucie, że są w bliskim związku z Bogiem, że mają razem z Nim wpływ na zmianę świata poprzez modlitwę i dzięki tej miłości, którą czują do Boga jeszcze nie zwariowali w tym odosobnieniu na końcu świata ; ) Żyją nadzieją spotkania się ze swoją miłością (Bogiem) po śmierci i robią wszystko, żeby na to zasłużyć.

Ja tam nie oceniam, ale sama bym w życiu nie poszła do zakonu.
------------------------------------------------------------------------------------------------- Mój nowy blog już jest ładnie zrobiony, ale wciąż nie mam dla niego nazwy. Aaaaaahhhh.... Nigdy nie jestem zdecydowana ;c
Wgl przez długi czas nie wrzucałam żadnych swoich nowych zdjęć na fejsa ani instagrama. Tak prawdę mówiąc to nawet ich sobie nie robiłam. Ciągle ta sama twarz i te same zdjęcia... Znudziło mi się już xd Może w najbliższym czasie jakieś w końcu zrobię. Może...
---------------------------------------------------------------------------------------------- Czekam na czwartek.
 

 
Siema! Winobranie już dawno się skończyło, a ja dopiero piszę ten post. Ale nieważne!
Więc tak... Dla tych, którzy nie wiedzą co to jest winobranie. Jest to święto wina w Zielonej Górze, które jest organizowane co roku na początku września i trwa tydzień. Przez ten czas deptak wypełniają stragany z różnymi rzeczami, jedzeniem i winem, a wieczorami jak i przez cały dzień odbywają się koncerty, pokazy i różne atrakcje.
W ostatni dzień (sobota) zawsze o godz. 120 przez główną ulicę miasta przechodzi korowód winobraniowy. W tym roku wyglądał mniej więcej tak jak u mnie w galerii na DA: http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/
PLUS:




Do tego straż pożarna, wojsko, szkoły, winnice, stare samochody.....
Fajnie było. Tylko strasznie gorąco

W tym roku na głównej scenie śpiewali: Papa D, Lao Che, Ania Rusowicz (to ci na których nie poszłam), Andrzej Piaseczny, Mesajah, Ania Wyszkoni i Hey.
Najbardziej podobał mi się koncert Mesajah i Ani Wyszkoni. Mam zdjęcie z Mesajah ^^ Na szczęście zdjęcie nie jest najważniejsze, bo niestety nie wyszło zbyt dobrze xd Mam na insta.
Koncert Ani Wyszkoni zaskoczył mnie profesjonalizmem. Ania obchodziła 20-lecie swojej kariery muzycznej. A ja w ten dzień swoje 21. urodziny hehe Swój występ zaczęła tajemniczym i dopracowanym tańcem (oraz śpiewem), który my mogliśmy widzieć jako cień na kurtynie (ale to karkołomnie napisałam... ale nieważne). W trakcie koncertu były wyświetlane krótkie wspomnienia z kariery Ani, a w pewnym momencie gdy Ania podłączyła kamerę, można było zobaczyć siebie na ekranie na scenie, a także pośpiewać do mikrofonu (tylko osoby przy barierkach) : )




Koncert Andrzeja Piasecznego był bardzo przyjemny. Jednak zespół Hey już nie przypadł mi za bardzo do gustu. Kasia (wokalistka) ma piękny i oryginalny głos, ale tylko niektóre piosenki mi się spodobały. Zdecydowana większość była niestety nudna i banalna ; ( A szkoda.

Po koncercie Hey był magiczny pokaz fajerwerków <3 Uwielbiam oglądać fajerwerki, a na żywo to już w ogóle.
Ogólnie w trakcie winobrania, a zwłaszcza w nocy poczułam inną atmosferę niż zwykle. Wtedy wydawało się (a raczej nie wydawało, tylko tak było. A może wydawało...?), że ludzie byli bardziej przyjaźnie do siebie nastawieni niż zazwyczaj, byli bardziej wyluzowani, weselsi i spokojniejsi. Miałam takie wrażenie, że w tym tłumie (w trakcie koncertów i później w nocy) każdy każdego w jakiś sposób akceptował, nikt nikogo nie oceniał i obojętnie jak ktoś by wyglądał to i tak mógłby się dobrze bawić. Na co dzień tak nie jest. Ludzie są spięci, poważni, odgrywają swoje role. Szkoda.

9 września miałam swoje 21. urodziny... Trochę przeraża mnie to, że jestem już taka... stara. Mówią, że młodość jest najlepszym czasem w życiu... A moja młodość? No cóż... Pomińmy to.
Wzięłam udział w konkursie Tesco na najlepszą kanapkę i za napisanie komentarza na fb w którym ją opisałam dostałam... bon 100zł na zakupy w Tesco! XD Kurier przyniósł go dokładnie w moje urodziny <3
Wtedy też zaczęłam pracę. Roznoszenie ulotek do skrzynek pocztowych... Już ją skończyłam xd Niestety to nie jest praca dla mnie. Zarobiłam 140zł za 4000 ulotek i 4/5 dni pracy. Przy domkach jednorodzinnych jest hardcore. Nie polecam.Z jednej strony cieszę się, że moje wakacje już się niedługo skończą, bo będę mieć jakieś zajęcie i oderwę się od wewnętrznej pustki, a z drugiej strony nie mam ochoty wracać na te studia, bo ten kierunek nie jest dla mnie. Będę uczyć się, aby to skończyć, a potem nic z tego nie będę mieć. Na pewno nie pójdę na magisterkę z filologii angielskiej. Nie wiem jeszcze na co pójdę. Może pójdę do pracy, a potem dopiero zobaczę co bym chciała robić i zapiszę się na te studia kiedyś tam. #trudnedecyzje

There’s this person inside my head. She’s brilliant, capable. She’s me, only so much better. And I’m afraid I’ll never become this person.
— Meredith Grey

Nadeszły już te zimne, jesienne, puste wieczory... Źródło niepokoju, samotności i przygnębienia. Wtedy czasem tęsknie za kimś za kim nie powinnam. I za tym uczuciem ciepła, bezpieczeństwa i bycia ważną. #0807

P.S. Dalej nie schudłam z brzucha, ale chociaż już wiem w jaki sposób to zrobić.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Ostatnio zastanawiałam się czy nie założyć innego bloga i tam kontynuować pisanie. Ale zanim wymyślę dla niego normalną i ciekawą nazwę to pewnie miną wieki, więc pomyślałam, że kolejny wpis zrobię dalej tu ;d Niestety ja tak mam, że dużo rzeczy mi się na początku podoba, a za kilka dni już nie. U mnie wszystko się zmienia.
Przez ostatnie tygodnie słuchałam tak dużo muzyki, że już wszystko mi się znudziło i nie wiem co tu wrzucić.
---------------------------------------------------------------------------------------------
A teraz będzie o jednym z najlepszych dni w tym roku!
A był nim piątek!
Ale zacznę od początku. Przez kilka dni w tamtym tygodniu w moim mieście były obchody Światowych Dni Młodzieży. Przyjechali do nas pielgrzymi z Włoch, Francji, Chorwacji, Kuby, Gwatemali i Boliwii. W czwartek odbył się koncert zespołu Gospel Rain, Natalii Niemen i Mate'O. Poszłam tam z ciekawości. Akurat jak skończyłam piec ciasto dla najlepszej ekipy z Monster&Devices na zakończenie praktyk
Koncert jak dla mnie był średni i mało porywający z wyjątkiem jednej piosenki. Chociaż załapałam się na jakąś połowę, bo przyszłam trochę później. Najbardziej podobali mi się pielgrzymi, którzy świetnie się bawili, tańczyli pod sceną i wyrzucali w górę balony. Potem był marsz dla życia, ale nie brałam w nim udziału.

A następnego dnia... plan był taki:
190 - przedstawienie grup pielgrzymów przez kabaret Nowaki
20:15 - kolacja
20:50 - tańczenie belgijki
210 - dyskoteka pod ratuszem
Poszłam tam z Caritasem o 18:30. Trochę za wcześnie tam przyszliśmy, więc po rozstawieniu namiotów i przygotowaniu jedzenia oglądałam z koleżanką Michaliną występy koleżanek i kolegów z innych krajów. Później była kolacja dla pielgrzymów przygotowana właśnie przez Caritas. Ja z Michaliną nalewałam barszcz do kubków. Do naszego stanowiska na końcu (były 3) przychodzili jednak sami starsi i biedni ludzie, którzy czekali na darmowe jedzenie...
Później pobiegłyśmy tańczyć belgijkę!

Było tak dużo ludzi, że nie było za bardzo jak się ruszyć Po belgijce zostałyśmy na dyskotece pod ratuszem. I to było coś niesamowitego <3 Ostatnio bawiłam się tak rok temu na Kolor Fest. Ale ta zabawa wygrała wszystko.
Byłam 2 razy na scenie!! Za pierwszym razem prowadzący powiedział, że zaprasza 10 dziewczyn na scenę. Pobiegłam i tańczyłam tam m.in. macarenę.
Filmiki w linku pod spodem. W pierwszym tańczą dziewczyny, w drugim chłopacy. Ten drugi jest jednak lepszy i bardziej oddaje tamtą atmosferę. Też mnie na nim widać xd Z przodu w koszulce Caritasu. Tak btw to byłam cały czas w koszulce Caritasu.
1. https://www.facebook.com/newslubuskipl/videos/1570329849938178/
2. https://www.facebook.com/newslubuskipl/videos/1570331036604726/
Muszę wam powiedzieć, że widok ze sceny był po prostu niesamowity... Tylu szczęśliwych ludzi w jednym miejscu tańczących i dzielących się ze sobą pozytywną energią. Po prostu nieziemsko. To WCALE nie było stresujące. Widok tych ludzi dodał mi odwagi : ]

Pod koniec na scenę weszła dziewczyna i zaśpiewała Cake By The Ocean <3 A na samym końcu wszyscy włączyliśmy latarki w telefonach i trzymaliśmy je w górze słuchając Coldplay - Sky Full Of Stars.... To było przepiękne.
--------------------------------------------------------------------------------------------
I wszystko byłoby dobrze gdyby nie to że o godz. 23 zostałam bez torebki : ] Na początku akcji z Caritasem włożyłam ją do busa, a potem okazało się, że bus odjechał razem z torebką moją i koleżanki. Szkoda, że Dominika nawet nie próbowała do nas zadzwonić, żebyśmy wzięły swoje rzeczy... No ale cóż... Ciekawe co by było, gdybym mieszkała sama i zostawiła tam klucze...
Całe szczęście, że wzięłam chociaż telefon.
Wkurwiła mnie ta sytuacja. Z resztą nie tylko mnie.
Tak btw to pierwszy raz tak późno wróciłam do domu ; )

Sama nie zrobiłam żadnego zdjęcia z tej imprezy, bo byłam za bardzo zajęta bawieniem się i tańczeniem ; p
Wszystkie zdjęcia oprócz tego z balonami pochodzą z internetu.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie, ten post się jeszcze nie kończy Nadrabiam zaległości w pisaniu xd A w sumie to może po prostu teraz mam więcej do powiedzenia...
W wyniku innego zajebistego dnia w tym roku, który też był w lipcu poszłam trochę do przodu jeśli chodzi o wgląd w siebie. Niestety nie wiem co z tą wiedzą zrobić...
Chodzi o to, że jestem taką trawą na wietrze. Zawsze zależy mi na wszystkich bardziej niż powinno, nawet jak wiem, że w ogóle nie powinno. To jest jakby niezależne ode mnie. Dopóki nikogo nie ma w moim życiu trzymam się w miarę dobrze. Ale jak ktoś się w nim pojawi (może być metaforą wiatru dla tej trawy) to wtedy moje życie zaczyna kręcić się wokół tej osoby. I zaczynam zachowywać się jak małe dziecko, ciągle w kogoś wpatrzone, nadwrażliwe, szukające uwagi i jakiegoś zainteresowania. Sama siebie za to nienawidzę... Bo powinnam lubić siebie, nie wstydzić się tego jaka jestem i nie oczekiwać niczego od innych. Powinnam być oparciem sama dla siebie, ale nie wiem jak tym być... Próbuję czasem wewnętrznie z tym walczyć, ale nie wiem jak mam to zrobić, więc i tak mi nie wychodzi. Czasami jak czuję "coś" do kogoś (nie mam na myśli nic konkretnego, tylko jakieś ciepłe uczucia, których w sobie nie akceptuję w danym momencie) to mówię do tej osoby takim zimnym tonem jakbym chciała się jej pozbyć i sama jestem tym czasem przerażona...

Siedzę gdzieś pomiędzy byciem tym małym dzieckiem, a czymś co można nazwać "mną", czymś co jest tak elastyczne i bezkształtne jak bezkształtne naczynie z wodą w oceanie.

Powinnam iść do psychologa. Ostatnio miałam ochotę opowiedzieć o czymś pewnej konkretnej osobie... O czymś o czym powinnam powiedzieć wtedy. Odpowiedzieć na tamte pytania na które nic mi wtedy nie przychodziło do głowy. Ogólnie też porozmawiać. Tak o.
Wszystko jest za późno...
Nawet emocje przychodzą za późno : ) Np. na drugi dzień....
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnia informacja.
Sprzedam ręcznie robiony piórnik z filcu za 20zł.
Najlepiej na vinted: https://www.vinted.pl/damskie-torby/portmonetki/14391465-recznie-robiony-zielony-piornik-saszetka-z-filcu-z-kwiatkiem-filcowy-piornik

Zajrzyjcie też na mojego DA. Dodałam parę nowych rzeczy: http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

Możecie komentować ten post. Fajnie będzie jak ktoś coś napisze.
Do następnego <3
 

 

Elo

Na początek opowiem wam do jakich wniosków doszłam odnośnie szczęścia. Chodzi mi o pytanie, które zadałam sobie 2 wpisy wcześniej, czyli: co musi być pierwsze na drodze do szczęścia. Innymi słowami - jaki warunek musi być spełniony jako pierwszy, żebyśmy byli szczęśliwi.
Więc tak: według mnie akceptacja siebie i poczucie że jest się wartościowym jest najważniejsze. Dlatego, że jeśli nie czujemy się atrakcyjnie, coś nam przeszkadza w byciu sobą (czy to w wyglądzie czy w charakterze) to czujemy się gorsi od innych i w efekcie zamykamy się na świat. Izolujemy się od ludzi, wpadamy w czarny świat swoich myśli, a to już prosta droga do depresji i innych chorób psychicznych. Także to jest na pierwszym miejscu. I nie tylko to. Bo akceptować siebie możemy jak jesteśmy sami ze sobą, a co innego jest przy ludziach. Rozwiązanie (albo problem) tkwi w tym, żeby nie wstydzić się siebie (a ja się wstydzę).

Potem do szczęścia potrzebna jest miłość. Albo praca. Sama nie wiem co jest tak naprawdę pierwsze. Kiedyś już się rozpisywałam na ten temat pisząc o tym co jest ważniejsze: pieniądze czy miłość. I nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi.
Z jednej strony miłość (albo coś w tym stylu) daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala na to, żeby być bardziej odważnym, pewnym siebie itd. itp. .... . ; )
A z drugiej... Tak sobie ostatnio myślałam chodząc na praktyki, że: załóżmy, że ma się już tą pracę. Chodzi się tam codziennie, spędza pół dnia, wykonuje obowiązki, które zleca szef, "odbębnia" swoje i to wszystko. Potem wychodzi się z pracy i co? I nic. No właśnie. NIC. Pusto.
Chyba to właśnie przed tym cały czas uciekałam i to mnie cały czas dopada. Przez cały rok (akademicki) zasłaniam się studiami, nauką, nie mam na nic czasu albo robię tak, żeby go nie mieć i żeby tego nie czuć. A potem przychodzą wakacje, czyli najbardziej depresyjny czas, bo wtedy pustka najbardziej mnie prześladuje.
Jednym ze sposobów na to jest rozwijanie swoich zainteresowań, które u mnie się wypalają i uważam, że robienie tego na dłuższą metę jest bez sensu, bo większość z tego co robię jest chujowe.
Tak odbiegając od tematu (albo i nie) to prawie zrobiłam jeden piórnik z filcu na sprzedać. Muszę tylko dokończyć jeden element i zrobić jedną poprawkę. Spróbuję go gdzieś wystawić. Ciekawe czy ktoś kupi. Moich bransoletek nikt nie chce (smuteczek).
https://www.vinted.pl/members/614099-worldofemotions/ubrania

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Od poniedziałku chodzę na praktyki : D Bardzo nie chciałam tam iść, bo myślałam że ludzie będą niemili, drętwi i będę musiała robić nie wiadomo co. Szukałam czegoś innego (biura tłumaczeń, biblioteka), ale nie znalazłam, a do biblioteki w życiu bym nie poszła, bo musiałabym sama prowadzić konwersacje dla różnych ludzi z Zielonej.
Nope. Never. Not in my fucking life.
Więc wyszło na to, że nie miałam wyboru i poszłam do M&D. I teraz się z tego cieszę. Chyba tak miało być xd
Ludzie są mili, przyjemni, wyluzowani (hehe), a atmosfera świetna i "rodzinna". Zadania też są w porządku. : )

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj nie ma inspiracji muzycznych, bo wszystko czego ostatnio słuchałam już mi się znudziło i poszukuję jakichś nowości.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Niech ten troll na koniec odda wszystko o czym tutaj nie napiszę : D

Do zobaczenia w następnym wpisie ; )
 

 
Właśnie wróciłam z kina z filmu Obecność 2. Poszłam z koleżanką Olą
I postanowiłam, że podzielę się z wami kilkoma refleksjami dotyczącymi filmu i... życia.
Dla tych którzy nie wiedzą: jest to horror opowiadający historię pewnej rodziny mieszkającej w nawiedzonym przez demona domu w Londynie, której ma pomóc małżeństwo zajmujące się zjawiskami paranormalnymi. Ta historia jest bardzo znana i była opisywana szeroko w mediach. Tak, film jest oparty na faktach.

Po pierwsze, film nie był dla mnie jakoś bardzo straszny... Owszem, były momenty przerażające, ale były też nudne, a nawet śmieszne. Ogółem dużo scen było przerysowanych. Najbardziej w tym wszystkim przerażał mnie fakt, że coś takiego wydarzyło się naprawdę i ta rodzina musiała mieszkać i żyć z czymś takim... I też na końcu kiedy było powiedziane w jaki sposób umarła Peggy w 2003 (chyba) roku... Co dowodzi, że mimo iż egzorcyzmy były udane, coś dalej "czuwało" nad tym domem... W życiu bym nie chciała tam mieszkać, nawet w tej okolicy. Brr... Dalej przerażająca była atmosfera i klimat filmu. Można było poczuć nie tylko strach, ale też obłęd i bezsilność (między innymi xd). Często było przytłaczająco. Ale najgorsza w filmie była zakonnica... Nic dziwnego, bo taki był zamiar twórców. Nie będę zdradzać szczegółów, ale jak ją sobie przypomnę to prawie mam ciarki. Prawie, bo mam teraz okres obojętności na emocje. Dlatego też między innymi wybrałam się na ten horror, żeby przywrócić się do życia.
Najlepsze jest to, że dzisiaj też rano na snapchacie pojawił się filtr (ten który dodaje się na twarz) dzięki któremu można było zmienić sobie twarz na tę właśnie zakonnicę... Wypróbowałam go, zapisałam sobie nawet to zdjęcie, a potem poszłam na film. Po filmie je usunęłam, bo już wiedziałam co to jest...

Zanim przejdę do refleksji o życiu... Przy wychodzeniu z korytarzy kina miałam wrażenie, że drzwi do galerii same się ruszyły ze 2 razy pod rząd. Może i byłam przewrażliwiona po takim filmie, ale nikogo akurat przy nich nie było, za nimi też nikt nie mógł stać, bo nie było miejsca... Dodam jeszcze, że były przywiązane jakąś nitką czy czymś do jakiegoś kołka w podłodze, żeby się nie zamykały. Dziwne, ale jakoś nie przejęłam się tym wtedy za bardzo. Ale teraz mnie to zastanawia.

No dobra... Wychodzi na to, że bardziej niż filmem przejęłam się ruszającymi się drzwiami. Ok.

Wracając do domu pomyślałam sobie, że dobrze by było być lepszym człowiekiem, bardziej cieszyć się z życia i z tego co jest tu i teraz. Po prostu doceniać to gdzie się jest, co się robi, cieszyć się że nie ma się takich zmartwień i problemów jak rodzina w Obecności. Często nie zwracamy uwagi na to ile pozytywnych emocji nas otacza, bo już się do nich przyzwyczailiśmy. Powinniśmy właśnie bardziej doceniać to, że jest nam dobrze.

Na całe szczęście demony nie przychodzą (najczęściej) jeśli ktoś ich do siebie nie zaprosi. Te dziewczyny niestety bawiły się w wywoływanie duchów (tylko raz, ale jednak) i tak to się skończyło. Trafił im się demon.

Pamiętajcie, nigdy nie wywołujcie duchów ani nie próbujcie z nimi gadać, a broń Boże wpuszczać ich do siebie. Nigdy żadnej interakcji z duchami! Zmarli muszą odejść.

Na razie, do następnego wpisu
 

 
Zazwyczaj każdy swój wpis zaczynam od tego, że dawno nic nie pisałam Tym razem będzie inaczej. Zacznę od piosenki.
Większość zaliczeń na studiach już na szczęście za mną. Został mi tylko praktyczny egzamin PNJA i usty re-take z literatury...
Zdałam egzamin z niemieckiego! Trochę się o to bałam, bo mój niemiecki nie jest najlepszy, ale udało się na 4.
Ostatni "egzamin" 27, a potem przez prawie cały lipiec czekają mnie praktyki w Monster & Devices. Nie mam pojęcia co będę tam robić. Mam zamiar tylko przetrwać XD
-----------------------------------------------------------------------------------------------------

A teraz chcę Wam napisać o Festiwalu Wolontariatu!

Odbył się w ostatnią niedzielę (12.06) w Suchej koło Zielonej Góry (właściwie już od niedawna w jej dzielnicy) na tworzącym się osiedlu Złote Piaski. Wszystko działo się na dużym polu. Na środku rozstawiły się stoiska różnych wolontariatów i firm (np. mój Caritas, Lotnik, harcerstwo, schronisko dla zwierząt, maskotki i bransoletki ręcznie robione, stoiska zdrowotne itp.). Z tyłu stały trucki z jedzeniem (burgery, lody na bazie wody z Il Vicolo, naleśniki i kawa). Z boku były dmuchańce dla dzieci, Falubaz i tor motocrossowy.

Atrakcji było dużo. Imprezę prowadził Maciej Musiał i Olivier Janiak! Na początku odbył się bieg na 10km. Potem występy grup tanecznych, a po nich ogłaszanie zwycięzców biegu i rozdawanie nagród. Następnie trening indoor cycling, na który trzeba było wcześniej się zapisać i zapłacić. W międzyczasie miały odbywać się warsztaty graffiti, ale niestety (nie wiadomo dlaczego) nie było ich... ;c Miejsce przeznaczone na warsztaty świeciło pustkami. A chciałam na nie iść.
Poszłam tam pół prywatnie, pół jako wolontariuszka Caritasu.
Spotkałam tam Olę ze studiów i odkryłam, że dużo nas łączy. Nigdy wcześniej tak właściwie ze sobą nie rozmawiałyśmy. Obydwie mamy podobne zainteresowania i myślę, że poglądy też.
Wracając do samego festiwalu... Najlepszą częścią miały być dla mnie koncerty, a konkretnie koncert Sound'n'Grace. Najpierw jednak grała Arka Noego.

Na początku myślałam, że będzie nieciekawie, ale w trakcie mi się spodobało. Stałam z boku przy barierkach. Jednak nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia. Może dlatego, że te piosenki słyszałam już dużo razy, a poza tym są one skierowane bardziej dla dzieci.
Następne było to na co najbardziej czekałam, czyli Sound'n'Grace. Muszę powiedzieć, że to było przecudowne! Fantastyczna atmosfera, piękne głosy, inspirujące słowa... Przy piosence "Atom" prawie się popłakałam. Też stałam z boku przy barierkach : )
Więcej zdjęć: http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

W trakcie występu Sound'n'Grace doszłam do wniosku (do którego doszłam już wcześniej), że nasza pasja jest tym co sprawia, że stajemy się o wiele bardziej atrakcyjni dla innych. Ci ludzie z chóru byli w 100% sobą, wiedzieli, że to co robią jest ich powołaniem, oddawali się temu w 100%, a przy tym byli normalni i zwyczajni. Każdy był inny, ale nikt nie wydawał się być przeciętny.
Doszłam nawet do wniosku, że gdyby wszyscy wykorzystywali swój potencjał najlepiej jak mogą to na świecie nie byłoby tyle nienawiści i przemocy. Ludzie byliby bardziej szczęśliwi i zadowoleni ze swojego życia, nie mieliby tylu kompleksów i nie wyżywaliby się na innych. I przede wszystkim byliby silniejsi. Ale niestety żyjemy na Ziemi, a tutaj tak nie ma.
Zaczęłam się właśnie teraz zastanawiać co musi być pierwsze na drodze do szczęścia. Czy jest to samorealizacja, miłość, akceptacja siebie, a może jeszcze coś innego? W tym momencie nie mam siły, żeby się nad tym zastanowić (późna godzina i zmęczenie). Ale w następnym wpisie opiszę swoje przemyślenia (jak nie zapomnę).

Wiecie co? Dużo mówi się w psychologii, że wiele rzeczy w dorosłym życiu ma źródło w dzieciństwie oraz, że trzeba sobie wszystko uświadomić i przeżyć jeszcze raz tym razem jako nie dzieci tylko świadomi dorośli. Jednej rzeczy nie rozumiem. Co zrobić jak już znamy przyczynę czegoś (np. jakiegoś naszego zachowania)? W jaki sposób to "przepracować"? To się robi na terapii, ale właśnie nie mam pojęcia w jaki sposób.

Wracając do Festiwalu.... Mam zdjęcie z Kamilem Bijosiem - wokalistą Sound'n'Grace (lol, jak to brzmi... Koleś nazywa się Kamil Bijoś). Cieszę się, że akurat z nim, bo bardzo podoba mi się jego głos. I wygląd też XD
https://www.instagram.com/world_of_emotions/

Po nich występował Kran 346 jako support Luxtorpedy (na której już nie byłam). W tym zespole śpiewa chłopczyk, który.... no niestety muszę to napisać... okropnie fałszuje... Życzę mu jak najlepiej, ale chyba kariery nie zrobi.
-----------------------------------------------------------------------------------------

Wszyscy już pewnie słyszeli o tragedii w Orlando... Nawet nie wiem co mam na ten temat napisać.. To po prostu przerażające, że takie rzeczy dzieją się na świecie. Przeraża mnie świadomość, ile złego jedna osoba może zrobić innym... Ile cierpienia, bólu, żalu, łez, strachu...
I jacy ludzie są głupi. Że wierzą w jakiegoś wymyślonego Allaha, który ma dać im nagrodę za zabicie jak największej liczby ludzi. Sama bym ich wszystkich wybiła za brak mózgu i świadomości, bo stanowią zagrożenie dla reszty świata.
A tak wgl to co było się wtrącać w kulturę wschodnich państw? Mogli siedzieć sobie zamknięci u siebie i tam praktykować swoje barbarzyńskie zwyczaje.
------------------------------------------------------------------------------------------
A na koniec...

UWAGA, SPRZEDAM KOSMETYKI!

1. Podkład Ingrid Ideal Face nr 11 Nude
2. Gąbka do podkładu
3. Szminka Sensique Satin Touch nr 225 Liberty
4. Błyszczyk Lovely Kiss Kiss Lips nr 2
5. Szminka Eveline Aqua Platinum nr 429

Wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj i tutaj też możecie kupić: https://www.vinted.pl/members/614099-worldofemotions

Błagam, kupcie to ode mnie... XD
 

 
Dzisiejszy wpis będzie takim mixem wszystkiego z racji tego, że dawno nic nie pisałam : D
Na początek przygotowałam dla was coś o kosmetykach, których najczęściej używam. Zainspirowała mnie promocja w Rossmannie xd Ostatnio oglądam dużo tutoriali makijażowych na YouTubie. Zaczęło się w sumie od Kuby (https://www.youtube.com/channel/UC76YuBIo7b7WKjZwgCnsU4g) i od tego, że zrobił filmik o makijażu. Szczerze mówiąc wcześniej nie interesowałam się tym, bo makijaż pokazywany przez niektóre dziewczyny na filmikach wydawał mi się bardzo skomplikowany i wymagający wielu produktów (bo tak w wielu przypadkach jednak jest). Potem na głównej wyskoczyły mi inne, a później zaczęłam oglądać bardziej tematycznie niż kanałami (to się dalej nie zmieniło).

To co subskrybuję to Red Lipstick Monster (chyba najbardziej znany kanał o tej tematyce), Nataliebeautyyy i BeautyBoy (jego lubię najbardziej, dlatego że jest jednocześnie profesjonalny i przekazuje swoją wiedzę w prosty, zrozumiały dla każdego sposób. Jedyna wada to to, że wybiera raczej drogie kosmetyki).

Przejdźmy do rzeczy. Zacznę od kosmetyków do oczyszczania twarzy. Wiem że jest ich dużo, ale wszystkich codziennie nie używam Od lewej:
1. Kolastyna Young - krem nawilżający przeciw niedoskonałościom z efektem matującym (ok. 11zł).
Na początku jak zobaczyłam w składzie 'kwas salicylowy' to zwątpiłam, że on będzie nawilżał. Ale skoro jest napisane 'nawilżający' to chyba nie dla żartu xd Lubię go dlatego, że nie jest ciężki i tłusty i dobrze się wchłania.

2. Ziaja - pasta do oczyszczania twarzy z serii Liście Manuka.
Ulubiona rzecz, której używam codziennie rano i wieczorem <3 Może być albo żelem albo peelingiem w zależności od tego z jaką siłą myjemy nią twarz ; ) (Żel z Ziaji też mam, stosuję go w ciągu dnia np żeby zmyć makijaż, ale nie ma go na zdjęciu). Polecam każdemu.
Cena: chyba 8zł, ale bardzo często są na to promocje. Raz widziałam za nawet 3,99zł...

3. Ziaja - krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc i krem nawilżający (...)
Ten na noc polecam bardzo! Rano widać efekty. Twarz nie jest czerwona i pryszcze trochę mniejsze : )
Ten na dzień jest trochę tłusty i ciężki jak dla mnie, ale lubię go, bo dobrze nawilża. Pod podkład raczej bym go nie polecała, ale w domu jak najbardziej. Zwłaszcza jak macie skórki na twarzy.
Cena: 10,59zł

4. Garnier - krem oczyszczający z absorbującym węglem.
Użyłam go dopiero raz. To jest kosmetyk do zadań specjalnych... Jeśli macie bardzo tłustą cerę to to będzie ideał. U mnie jest na takie dni kiedy nie mogę oczyścić mojej twarzy, bo wszystko co mam mi do końca nie pomaga.
Cena: na promocji 9.99zł, normalnie 16,99zł

5. Ziaja (znowu) - kozie mleczko do demakijażu
W końcu resztki tuszu nie włażą mi do oczu! Delikatny, skuteczny i bardzo wydajny. Mam go od... roku. Ale już się kończy.
Cena: ok 8zł (?)

6. Soraya Care&Control (na górze) - krem normalizujący do cery trądzikowej
Bardzo podobny do Kolastyny tylko nie ma właściwości nawilżających (ale nie wysusza). Jest lekki i przyjemny. Polecam! Cena: 12,99zł w drogeriach Natura

7. Avon Clearskin (na dole) - tonik przeciwko zaskórnikom
Również do zadań specjalnych. Po pierwszym użyciu zastanawiałam się czy go nie sprzedać, bo działa... Ale dla mnie aż za bardzo. Jednak go zostawiam. Będzie u mnie dłuuuuugo leżeć.
Cena: ok 8zł (chyba)

Ostatnie dwie rzeczy to gąbeczki. Ta płaska leżąca na kremach to dla mnie 'must have'. Kosztuje 3,99zł (w Douglasie na internecie widziałam taką samą za 35zł...). Najlepsza metoda nakładania podkładu <3 Plusy: dużo kontrola tego, gdzie i ile kosmetyku daję i duża precyzja.
Następna, ta różowa to... nie, to nie ten sławny Beauty Blender : ) Nie wiem co o niej napisać, bo używałam jej dopiero tylko raz. Ale zdobyła moją sympatię. Może trochę mniej niż poprzedniczka xd Obie kupiłam w drogerii Jaśmin. Ta kosztowała 7,99zł (bardzo tanio jak na ten model).

Teraz przyszedł czas na makijaż. Na zdjęciu są tylko te rzeczy, których używam na co dzień (mniej więcej). W szafie mam jeszcze zestaw korektorów, których jeszcze nie wypróbowałam i zestaw do konturowania, który wypróbuję chyba dopiero jutro. Poza tym leży jeszcze kredka do oczu, ale to taki szczegół, którego używam tylko czasami.
Od lewej:
1. Ingrid - podkład Ideal Face nr 10
W końcu znalazłam idealny odcień! Najjaśniejszy! Niestety minusy są takie, że nos i okolice się trochę świecą po paru godzinach.
Cena: 17,99zł (wystarcza na około pół roku)

2. Eveline Cosmetics - korektor 2w1 (korektor rozświetlający)
Mam najjaśniejszy odcień, jest w sam raz. Dobrze stapia się ze skórą.
Cena: powiem szczerze, że nie wiem. Ok 14zł.

3. Ingrid - podkład mineralny - nawilżenie i wygładzenie
Jego zakup to taka spontaniczna decyzja, dlatego że poprzedni mi się skończył, a nie mogłam znaleźć 10 z Ideal Face. Kosztował 6,99zł w promocji. Sprawdził się, może nawet bardziej niż ten pierwszy... Dlatego, że twarz się po nim nie świeci xd Tylko jest troszkę ciemniejszy.

4. Wibo - Fixing Powder
Puder transparentny do utrwalania makijażu. Teraz jest na niego 'boom'. Większość youtuberek makijażowych go używa, a półki w Rossmannie były na jego miejscu puste.
No i w sumie... nie dziwię się. Dzięki niemu twarz się nie świeci, a zapach ma cudowny <3
Cena: regularna chyba 20zł

5. Kobo - Maximizer Volume Mascara
No cóż... nie jest tak rewelacyjny jak się spodziewałam. Od biedy może być. Więcej go nie kupię XD

6. Lovely - Kollagen Wear Volume Mascara
O wiele lepszy niż poprzedni. Polecam! Trafił na moją stałą listę.
Cena regularna: 9,99zł

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnio w moim mieście (mieszkam w Zielonej Górze jakby ktoś się zastanawiał) był ciekawy event. Tańczyliśmy belgijkę na deptaku! Młodzi Lokalni (bo tak się nazywają) zorganizowali wspólny taniec w niedzielę po południu. Kroki były proste (ale nie dlatego, że tańczyłam to już wcześniej na obozach ; p), było dużo śmiechu i dobrej zabawy. Nie mogę się doczekać następnego takiego spotkania, które szykuje się już w maju. Poniżej dodaję filmik z wydarzenia:
Sama nie zrobiłam żadnego porządnego zdjęcia ani filmu dlatego, że tańczyłam w każdej rundzie do końca Jedyny minus był taki, że okropnie wtedy wyglądałam heh

--------------------------------------------------------------------------------------------
A wczoraj odwiedziłam Lotnika (moje byłe gimnazjum i liceum)! Odbywał się się tam dzień otwarty. Zdecydowałam się tam pójść spontanicznie w sumie... Rano zobaczyłam wydarzenie na fb, a że miałam na popołudnie (hehe) to poszłam tam rano na początek. Na początku nic takiego się nie działo. Pochodziłam po szkole, popatrzyłam co się zmieniło i czekałam na występy taneczne. Dostałam naklejkę z logiem szkoły xd A potem wróciłam na zajęcia. Pewnie impreza (można tak to nazwać, bo to miało być jednak duże wydarzenie przeładowane atrakcjami) rozkręciła się dopiero później. W końcu trwała do 18.... : )

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Zaskakujące jest to jak często i szybko zmienia mi się nastrój... I to naprawdę są extrema... Jednego dnia rano mogę być szczęśliwa (nie jest to może jakieś superszczęście czy nie wiadomo co, ale przynajmniej zadowolenie, uśmiech na twarzy i jakieś emocje), a potem tego samego dnia wieczorem mogę leżeć w łóżku bez siły, nawet żeby wstać, mieć doła, myśleć, że zawsze będę smutna, że zawsze będzie tak beznadziejnie, mogę płakać bez powodu, nie widzieć niczego pozytywnego w swoim życiu i zamartwiać się swoimi kompleksami. A na drugi dzień znowu będę uśmiechnięta i będzie we mnie trochę więcej energii.
I wiecie co? Nigdy nie jestem w stanie przewidzieć jaka będę... Czasem jest kilka dni dobrych, potem trochę złych, ale więcej chyba jest tych złych i pustych...

Dzisiaj akurat mam dobry dzień. Dlatego też dodaję pozytywny wpis

Zastanawiałam się czy nie przenieść się stąd na innego bloga. Ale jeszcze o tym pomyślę. Chętnie założyłabym własną stronę na wix.com. Ale to wymagałoby dużo czasu i cierpliwości. Może na wakacje.
Zastanawiałam się też czy nie sprzedawać ręcznie robionych piórników z filcu. Ale wątpię czy szybko bym je sprzedała, o ile w ogóle. Może spróbuję, ale też na wakacje.
Wystawiłam parę rzeczy na Vinted i czekam aż ktoś coś kupi XD https://www.vinted.pl/members/614099-worldofemotions

Już wiem co bym chciała robić w przyszłości. W sumie wiedziałam to już wcześniej, ale wykluczałam, bo wydawało mi się za mało wartościowe i czułam się za mało kompetentna, żeby to robić (w tym aspekcie nadal nic się nie zmieniło xd). Chciałabym pracować przy organizacji imprez i różnych wydarzeń.
Ostatnio ktoś mi powiedział, że mogłabym zająć się też socjologią... :3
Naturalnie mam naprawdę dużo energii i chęci do działania. Naturalnie. Bo to kim jest na co dzień teraz to nie jestem prawdziwa, zdrowa ja... Dzisiaj wyjątkowo czuję odmianę Mam siłę jak prawie nigdy i czuję się super. Nie wiem czemu... Nigdy nie wiem czemu to się tak zmienia.
Często postrzegam ludzi tak samo jak siebie w danym dniu. Kiedy czuję się dobrze, uważam że wyglądam dobrze itd to wtedy oceniam tak samo ludzi i otoczenie. A kiedy czuję się źle, jestem pełna kompleksów to wtedy w ludziach też to zauważam, krytykuję ich w myślach, wkurzają mnie ich zachowania, ich wygląd... Tej piosenki już tyle razy słuchałam, że już zdążyła mi się znudzić xd

------------------------------------------------------------------------------------------------
Tydzień temu jechałam autobusem i siedziałam na przeciwko przepięknej dziewczyny... Zielone duże oczy, ciemne proste, ciekawie wycieniowane włosy, piękne usta pomalowane brudnoróżową szminką, szary płaszcz bez zapięcia, czarne rurki, wyglądała na wysoką, ale potem jak wysiadła to okazało się, że jest mniej więcej mojego wzrostu, może trochę wyższa. Zaczęło się od tego, że się na mnie patrzyła, potem trochę uśmiechała. Czułam się trochę niezręcznie... Przez całą drogę próbowałam się na nią nie patrzeć, ale się nie dało : D A ona też wtedy patrzyła xd
Już wiem co czują chłopacy kiedy widzą piękną dziewczynę hehehehe
Dzisiaj wsiadłam w ten sam autobus o ten samej godzinie z tego samego przystanku, ale jej dzisiaj nie było ;c
Wcześniej w sobotę (dzień później) minęłam ją w Focusie w H&M. Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Wydaje się fajna, urocza, słodka i taka śmieszna. Chciałabym ją poznać xd
Na koniec wstawiam mojego ptaka. Jest podpisany, jakby komuś przyszło do głowy go kraść z mojego bloga xd

 

 

Przymierzam się do napisania tego wpisu już od dłuższego czasu. Najpierw chciałam napisać o miłości, bo poprosiła mnie o to Iwonka. O tym napiszę potem.

Zdałam wszystkie egzaminy w sesji w pierwszym terminie i jako pierwsza oddałam indeks. Nie było źle! Najbardziej stresowała mnie historia USA. Myślałam, że ludzie będą bardziej na to narzekać, bo mi było bardzo ciężko się tego nauczyć. A okazało się, że historia literatury była dla większości większym wyzwaniem, bo z tego nie zdało 60 osób na 89....
Dużo ludzi poodpadało przez tą sesję... Będą powtarzać semestr albo całkiem zrezygnowali. Ciekawe jak będzie teraz.

Jestem zmęczona wszystkim... Bardzo nie podoba mi się plan. Prawie codziennie kończymy późno, zmula mnie na większości zajęć, we wtorek muszę siedzieć 8 godzin bez większej przerwy i nie mam kiedy zjeść jakiegoś obiadu -,- Ostatnio prawie codziennie spałam po przyjściu do domu. W dodatku z gorączką, bólem zatok i mięśni. A roboty jest coraz więcej...

Muszę poszukać praktyk na wakacje. I to jak najszybciej, bo potem może być problem.
Ale dosyć już o tych studiach!

Około 2 tygodnie temu zrobiłam sobie wyzwanie. Chciałam codziennie ćwiczyć. W większość dni mi się udało. Nigdy nie było tak, że nie ćwiczyłam z lenistwa. Albo źle się czułam albo byłam tak zmęczona, że nie mogłam nic już zrobić tylko zasnąć.
Teraz zacznę jeszcze raz. Tylko tym razem codziennie będę ćwiczyć coś innego. Najbardziej skupiam się na cardio i HIIT. Muszę jeszcze znaleźć jagody goji xd

Popatrzyłam właśnie w dół i zobaczyłam, że jeszcze nie napisałam co się wyjaśniło jeśli chodzi o rozmowę o pracę na której byłam (już w sumie dawno temu xd).
No więc tak... Poszłam na drugi etap rekrutacji (tak, zaprosili mnie) i dowiedziałam się na końcu rozmowy, że w ileś osób ci ludzie chcą kupić akcję za 12 000zł, żeby zarobić na niej i założyć od początku cały biznes mający polegać na wprowadzeniu do sklepów karty lojalnościowej zwracającej ludziom pieniądze z zakupów. I do tego trzeba mieć kapitał początkowy, którego ja nie mam.
A najlepsza jest kolejność w jakiej przedstawili mi wszystkie informacje... W ogłoszeniu było, że potrzebują do pomocy przy organizacji imprez masowych. Potem dowiedziałam się, że to będzie wprowadzanie karty lojalnościowej, rozpowszechnianie jej i wymyślanie różnych eventów albo gadżetów, żeby zachęcić ludzi do używania jej. Dopiero na samym końcu powiedzieli mi, że trzeba mieć pieniądze i że to dopiero będzie się rozwijać... No to pozdro. Czekam...
Zauważyłam, że mam coraz większe problemy z samooceną. Czuję się tak gorsza, że zaczynam zamykać się na innych ludzi, unikać rozmów i relacji... Powoli (albo może coraz szybciej) to już wymyka się spod kontroli... To nie z innymi jest coś nie tak tylko teraz ze mną. Pierwsze co bym zrobiła to zmieniła swój wygląd. Tylko, że jedna z tych rzeczy, które by mi pomogły wymaga kilku tysięcy złotych (nie, nie jest to operacja plastyczna), a druga trochę czasu.
A i tak prędzej czy później wyląduję w gabinecie na psychoterapii xd Może to będzie najlepsze rozwiązanie. Tylko na to też już trzeba mieć pieniądze.

Ostatnio dużo myślę o... Nim.
Słyszeliście kiedyś o pożyczaniu osobowości, identyfikowaniu się z innymi osobami itd? Odpowiedzi się nie doczekam, więc piszę dalej xd Wydaje mi się, że w liceum moja nieznana dla samej mnie osobowość czy też tożsamość (w każdym razie chodzi o to kim jestem, jakie mam cele, zainteresowania, poglądy na świat itd) zlała się trochę z Jego tożsamością... Chciałam być taka jak On, brałam z Niego przykład (jeśli chodzi o przykład to był serio b. dobry) i budowałam siebie na postawie Jego (to był ten czas w którym określałam siebie). Teraz już wiem, że żeby być sobą, dobrym człowiekiem itp to trzeba szukać wszystkiego w swoim wnętrzu. Tylko co zrobić, gdy to wnętrze jest puste albo są w nim rzeczy, których nie powinno być... I dupa, bo dalej nie wiem. W każdym razie wraz z końcem szkoły, jego wyjazdem itd (tak btw nawet się nie kolegowaliśmy...) przykład się skończył i część mojej osobowości opartej na Nim się rozpłynęła. I tak to trwa do dzisiaj. Czyli jest pusto.

Skąd ludzie biorą swoją "zawartość" (jeśli tak można to określić) jak jej nie mają? Jak oni to robią, że są czymś wypełnieni, wybierają jakieś wartości, style, zainteresowania, są "jacyś", "określeni"?
Weźmy np Przemka (wiem, że czytasz : D). Przemek interesuje się grami komputerowymi. Dużo gra w różne gry, studiuje to, lubi dużo o tym opowiadać i robi to ciekawie, uważa że to jest interesujące, poświęca na to czas, a mógłby w tym czasie robić dużo innych rzeczy. Mógłby się zastanawiać co robić, czym się interesować, myśleć godzinami o plusach i minusach różnych aktywności, szacować czy się nadaje tu albo tam, ale on już jest "wypełniony". Gry go zajmują. I właśnie nie tylko gry, bo też i np filmy.

A ja chcę być każdym i robić wszystko.

Chcę być uniwersalna, żeby się dopasować.

Żeby wszyscy mnie akceptowali.

Ale nie chcę...

Nie chcę robić wszystkiego. Nie chcę być KAŻDYM i NIKIM!

Nie chcę być NIKIM. Albo jakimś typowym, szarym człowiekiem tworzącym ludzką masę.

Chcę być sobą, kimś ważnym, tylko nie wiem kim jestem.

I chuj.
Często sobie wyobrażam, że jestem kimś innym.

I wgl to nawet nie wiem czy na pewno jestem bi. Dziewczyny też mi się podobają w ten sposób, ale jeśli chodzi o związki na całe życie.... to własnie nie wiem. Ja wgl nie wiem. Szkoda teraz ludzi na związki. Zniszczyliby sobie psychikę będąc ze mną XD
Miałam napisać coś o miłości... Napiszę w skrócie.
Nasze postrzeganie miłości zmieniło się dużo od dzieciństwa. Kiedyś kochaliśmy bezwarunkowo, bardzo ufaliśmy tym których obdarzaliśmy uczuciem (chyba to najbardziej się zmieniło...), wierzyliśmy im, wracaliśmy zawsze, robiliśmy piękne gesty... A teraz jest tego mniej. Wszystkiego jest mniej. Mniej zrozumienia, wyrozumiałości i cierpliwości też. Trudno jest wrócić do tego co było kiedyś po tym jak ludzie nas zranili, odrzucili... Trochę się zamykamy z wiekiem : /

A szkoda.

Wiecie co jeszcze zauważyłam? Że miłość nie jest wcale czymś trwałym i wiecznym. Bo w każdej chwili może się skończyć. Ktoś mówi, że kocha, a 2 tygodnie później okazuje się, że to już nieaktualne. Po prostu już ta osoba nie jest dla niego ważna. Tak po prostu. Uczucia się skończyły i koniec.

To smutne.

Miłość rodziców też wcale nie jest trwała. Rodzice kochają jak dziecko robi tak jak oni chcą, ewentualnie dopuszczają jakieś uchybienia, ale po przekroczeniu jakieś granicy ich miłość... się rozpływa. Ile jest rodziców, którzy opuszczają swoje dzieci, a nawet zabijają w skrajnych przypadkach? Właśnie.

Jest na świecie w ogóle coś trwałego, coś na czym można się oprzeć, na czym można polegać, do czego można wracać, coś co się nigdy nie zmieni?
Chyba tylko rzeczy materialne...
 

 
Uznałam jednak, że nie straciłam swojej cennej wrażliwości i zdolności do empatii. Mam jej aż za dużo dla osób na których mi w jakiś sposób zależy... Wadą takiej umiejętności jest to, że wczuwając się w czyjś stan czuję to samo i nie wiem co tej osobie powiedzieć i jak ją pocieszyć. Często przez to jestem z siebie niezadowolona i zła...

Za to brakuje mi empatii dla tych na których mi nie zależy tak jak im... Potrafię być złośliwa i zimna jak królowa lodu. Za to mam wyrzuty sumienia... Bo jeśli ten ktoś o kim myślę starałby się TAK dla dziewczyny, której się podoba to JUŻ DAWNO byliby razem... A tak niepotrzebnie się stara mimo tego, że (jak przypuszczam) wie, że mi nie zależy. I przez to sam cierpi, bo wychodzi z siebie, a jest niedoceniany i mi też jest źle, bo nie potrafię tego docenić tak jak on by tego chciał. I czuję się winna. Ale w końcu to nie moja wina, że nic nie czuję.
Nie chcę być niemiła, ale czasem czuję się przytłoczona i "zażenowana" niektórymi aluzjami... Nie chcę nikogo ranić, ale tutaj nie mam wyboru. I nie chodzi o to, że kogoś nie lubię.
Lubię.
I dlatego nie chciałabym tej osoby całkiem stracić. Więc przyjaźnijmy się, ale bez przeginania i niepotrzebnych aluzji. Ok? To dobrze.Zauważyłam (nie tylko na sobie), że nasza samoocena determinuje to z kim się zadajemy. Z reguły wybieramy ludzi do których myślimy, że pasujemy i przy których czujemy się dobrze. Mając wysoką samoocenę trzymamy się z tymi, których uważa się ogólnie za lepszych - generalnie ładniejszych, lepiej sobie radzących w społeczeństwie, liderów itp (nie dzielę ludzi na gorszych i lepszych, nie jestem taka. Ale czasem ludzie dzielą siebie i siebie nawzajem i stąd wynika ten podział. Przykładem może być gimnazjum, gdzie wymalowane i dobrze ubrane dziewczyny i modni, wyglądający jak modele imprezowicze są "lepsi" od innych). No i taki ktoś z wysoką samooceną nie uważa, że nie pasuje do takiej grupy nawet jeśli może rzeczywiście nie pasuje np wyglądem. Najważniejsze, że dobrze się tam czuje i jest akceptowany.
Natomiast z ludźmi z niską samooceną jest odwrotnie. Stąd mogą być też różne nieporozumienia i problemy.
Osobiście nie uważam, żeby można było nie pasować do jakiejś grupy będąc na studiach. Ale można nie doceniać siebie i dużo stracić czując się gorszym od niektórych osób z którymi może mogłoby się dogadać, gdyby nie bariery wewnętrzne.
A potem szufladkuje się ludzi uważając, że "gorsi są ci z którymi się zadaję, dlatego że ja jestem gorsza". To jak zaraza.(tak btw, SHE DON'T xd)

Mam nowy telefon! Samsung Galaxy S5 Neo <3 Tata mi kupił xd Nawet się tego nie spodziewałam, bo myślałam, że będziemy jeszcze wybierać. Chociaż już się zgodziliśmy, że ten jest najlepszy ;3 Jak na razie jest zajebisty pomijając to, że bateria szybko schodzi, ale w takich smartfonach to normalka.

W piątek spotkałam się w końcu z Natalą <3 Nie widziałyśmy się jakoś od wakacji... Nie muszę mówić jak było : D Z nią zawsze jest super.
"You make me feel like I’m alive again" (Coldplay - Adventure of a lifetime) <--- spotkanie z nią obudziło we mnie życie. Chociaż na trochę. Jak jestem z ludźmi to jest dobrze.
Nie, nie zakochałam się xd Ale muszę przyznać, że na mnie działa xd

Wracając, gorzej jest jak zostaję sama. Wtedy łatwo wpadam w depresyjny nastrój i ciężko mi z niego wyjść...
Często czuję, że moje życie jest jak guma do żucia. Ciągle ta sama tylko coraz bardziej się rozciąga. Moje życie jest płaskie, monotonne i rzadko wgl coś się w nim dzieje. W tym mieście nie ma już co robić. Ile można chodzić do Focusa i łazić po mieście? Nie pójdę już do Focusa przez następne 2 tygodnie. Chyba że do kina, ale nie mam na razie ochoty. Nudzi mi się chociaż znalazłabym zawsze coś dla siebie do roboty. Chociażby rysowanie. Ale nie ma nic co by mi dodało życia i głębszych emocji.
Nauka do sesji tym bardziej ich nie dodaje.
Mogłabym spróbować robić napisy i rysunki na koszulach markerami do odzieży, mogłabym jeszcze parę innych rzeczy, ale mi smutno.

Poprzytulać się też nie ma do kogo w sumie. A bardzo teraz tego potrzebuję.Ostatnio byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w sprawie pracy przy organizacji imprez masowych (bardziej dokładnie to chodzi o jakieś promowanie kart lojalnościowych) i laska powiedziała mi, że mam ciekawy tok rozumowania. Szczerze mówiąc w trakcie rozmowy wystraszyłam się tego, że się tam nadaję... Bo tak naprawdę przecież się nie nadaję. Nie jestem wartościowa ani kreatywna (wg siebie). A ta pani raczej była innego zdania. Odpowiadałam normalnie na pytania, ale w pewnym momencie miałam nagły zwrot akcji i chciałam wszystko zepsuć. Na szczęście nie posłuchałam tego impulsu. To był dopiero pierwszy etap rekrutacji. Teraz pozostaje mi czekać na drugi, który już jutro. Co będzie to będzie. Niezbyt mi zależy, dlatego że boję się wszystko potem spieprzyć. Wszystko zależy od moich zmiennych nastrojów.
 

 
Może nie wszyscy. Ale zastanawiałam się nad tym, że część z nas na początku życia czy dorastania była taka wrażliwa na krzywdę innych ludzi, na szczęście, ogólnie na wiele emocjonalnych sytuacji, potrafiliśmy kochać tak bardzo i mocno, nie widzieliśmy przeszkód, a teraz to się zmieniło. Widzimy głównie to, że jesteśmy niedoskonali, że nie zasługujemy na miłość, że w związku trzeba radzić sobie z kłótniami, z samym sobą..., stajemy się obojętni, uczucia zaczynają nas przerastać. Przestajemy czuć tak dużo jak kiedyś. Lepiej czujemy się w samotności, zaczynamy pogardzać ludźmi chociaż wcześniej tak bardzo ich podziwialiśmy i potrzebowaliśmy, czujemy się zmęczeni rozmowami, ich emocjami i nie możemy nic poradzić na to, że nic nie czujemy, że nam na niczym już nie zależy, reagujemy tylko schematycznie, żeby nikogo nie zranić. Tak naprawdę nie chcemy tacy być, chcemy wrócić do tego kim byliśmy kiedyś.

Przeczytałam ciekawy artykuł w internecie:
http://psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html
Prawie idealny opis mnie...---------------------------------------------------------------------------------------------------- Święta minęły mi... nie tak jak zawsze. No prawie. Nadal jestem chora. Na refluks. Albo jeszcze coś.
Zamiast świątecznych potraw jest ryż z marchewką i takie podobne rzeczy. Ten ryż chyba nigdy mi się nie znudzi xd
W wigilię byliśmy w babci, cioci, kuzynek, wujków i innych członków rodziny mieszkających w Nowej Soli. Na szczęście święta to nie tylko jedzenie. To też... choinka, ozdoby świąteczne, prezenty, światełka... Rodzina? Ah, najważniejsze. Wszyscy wtedy udają, że są dla siebie mili. Albo już nawet nie udają, jak w tym roku.Sylwestra spędziłam jak co roku : ) Czyli w domu przed telewizorem. Z tą tylko różnicą, że źle się czułam i prawie zasnęłam przed północą XDD Ale w tym roku mieliśmy zimne ognie <3
fearofemotions.deviantart.com/gallery

Z jednej strony cieszę się, że w czwartek idę już na zajęcia, bo nie będę siedzieć w domu, zamartwiać się sytuacją między rodzicami, stresować i denerwować tym, a z drugiej posiedziałabym jeszcze, wyspała się w końcu i zrobiła parę rzeczy. Ostatnio nie mogę się wyspać. Śpię długo i nie mogę wstać rano z łóżka -,-

Kilka dni temu zrobiło się okropnie zimno na dworze. Ciężko jest wytrzymać nawet 2 minuty stania na przystanku ;c Kupiłam sobie zajebiste grube rękawiczki w Croppie, więc w końcu ciepło mi w ręce <3 Jeszcze muszę wybrać się po buty. To co by mi się przydało to chyba kominiarka z futrem i ciepłe spodnie, których nie mogę znaleźć xd Nawet w domu siedzę w szaliku heh Taki ze mnie zmarzluch w zimie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Podoba mi się to... Ze względu na emocje tutaj zawarte. Ale nie utożsamiam się z tym ; )
Zastanawiam się czy każda dziewczyna tak ma, że jednego dnia się maluje, czuje się kobieco, kobieco się ubiera i wgl, a następnego jej się nie chce, wychodzi z domu zakładając byle co, albo ubiera się bardziej "po męsku".
----------------------------------------------------------------------------------------------------
  • awatar Believe in better life ♥: @Pretty BOY SWAG ツ: właśnie chodzi mi o to, że kiedyś miałam naprawdę dużo empatii, aż za dużo, a teraz to się u mnie wyciszyło...
  • awatar Pretty BOY SWAG ツ: Wszystko opiera się na empatii, sa tacy którzy są jej pozbawieni za to inni mają jej aż nad to.Ja np. mam zdumiewający dar empatii aż się czasem zastanawiam czy to nie przekleństwo :C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem chora.

Cały tydzień czuję się źle i jeszcze nie zanosi się na to, żebym wyzdrowiała. Ale cieszę się, że mam tydzień wolnego i mogę sobie ponadrabiać zaległości (co robię trochę wolno, bo jednak nie bardzo mam nastrój do nauki). W końcu chociaż raz nie ma mnie na zajęciach xd Bo zawsze jestem.
Staram się nie złapać doła. I muszę powiedzieć, że się udaje. Tylko jutro znowu zapisuję się do lekarza... Nie tylko z przeziębieniem mam problem...
Mam nadzieję, że do świąt wyzdrowieję przynajmniej z przeziębienia.

Już wiem co dam mamie na święta! Przyda jej się mały piórnik. Takie coś do schowania różnych walających się po torebce długopisów czy innych rzeczy. Tylko nie mam na razie materiału, żeby zrobić samemu... Najwyżej zamówię jakiś uroczy w necie jak nie zdążę nic wykombinować. Tylko muszę szybko....

Z innymi sprawami, tymi emocjonalnymi już lepiej. Ale z jednej strony. Z drugiej... nie.
Doszłam do wniosku, że nie umiałabym być z kimś w związku. Bałabym się, że coś zepsuję, że ktoś będzie ze mnie niezadowolony i prędzej czy później ta relacja się rozpadnie. Dodatkowo, na szczęście albo i nie - nie tylko ja jedna na świecie, mam problem z... Jeju, przyznawać się czy nie... No dobra. Mam problem z tak zwaną "bliskością". Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że bliskość mnie nie dotyczy, jestem twarda, zimna i wyniosła zamiast, że mam z tym problem. Brzmiałoby lepiej xd
Dlatego zakochuję się w samych nieosiągalnych osobach, a odrzucam te z którymi teoretycznie mogłoby coś wyjść. Dodatkowo przechodzę przez prawie całe spectrum orientacji i zbliżam się do aseksualności... To źle, że się zamykam. Ale w środku czuję się tak porozwalana i jestem takim chaosem, że lepiej że z nikim nie jestem. Przypominam mieszkania z "Perfekcyjnej pani domu". Tyle tylko, że ja zamiast sprzątać bym się wyprowadziła xd
Sprzątnie zajęłoby mi lata...

Niedawno była u nas ciężarówka Coca-Coli. Poszłam zobaczyć z Nicolą (przez c). Ale były takie kolejki, że sobie darowałyśmy... Byśmy tam stały ze 2 godziny... Więc na spontana pojechałyśmy do Focusa i zjadłyśmy LODY PIERNIKOWE <333 Wcale nie żałuję, że je zjadłam, chociaż wieczorem już mnie rozłożyła choroba. Były przeeepyszne. Jak wyzdrowieję to jeszcze zjem ;3 Po pierwsze były piernikowe, a po drugie miały orzechy i rodzynki.

Ogólnie nie ogarniałam wtedy. Ktoś coś do mnie mówił albo pisał, a ja rozumiałam zupełnie coś innego i wychodziły śmieszne rzeczy. Masakra...
Zastanawiam się czy kupić taką kurtkę:
http://www.bershka.com/pl/kobieta/kobieta/p%C5%82aszcze/parki/bawe%C5%82niana-parka-bsk-basic-c1010032515p6158558.html
Za pierwszym razem mi się strasznie podobała, za drugim w ogóle i za trzecim znowu ją chciałam. A teraz pewnie jak pójdę to już jej nie będzie XD Kiedy ja wyzdrowieję...

Po świętach czeka mnie zaliczanie 3 quizów i jakiegoś testu. No i już w lutym egzaminy... Ale ten czas leci. Za szybkooo!
Uwielbiam ten teledysk i tę piosenkę <3 Podoba mi się ten klimat i to jak tańczą.
Już zrobiłam pierwszą kartkę świąteczną. I wysłałam. Ale nic nie napiszę, żeby była niespodzianka ;3
W sklepach jest tyle pięknych ozdób świątecznych, tyle cudownych pomysłów, tyle rzeczy z których można coś zrobić, że aż mnie to przerasta ;c Ale tylko w sklepach czuję święta. Poza tym to nie ma takiej atmosfery i takiego powietrza xd

Ponawiam pytanie: macie jakieś pomysły jak rozwinąć abstrakcyjne myślenie?
Pytanie drugie: jak być pewnym siebie? Są jakieś skuteczne metody, jakieś triki? Oprócz udawania...

Czasem mam wrażenie, że żeby się odważyć czy coś zmienić to musiałabym "wyjść z siebie" i zostawić siebie za sobą xd Tak, wszystko jasne. No w każdym razie dziwnie się wtedy czuję.

Podoba mi się jego taniec <3 Ujął mnie tymi swoimi ruchami głową z 0:33 i 1: 07 i 1:12 rękami: DD

Mam nadzieję, że już za kilka dni nie będę kaszleć. Na dzisiaj to wszystko : ) Zapraszam pewnie po świętach ;3

Trzymajcie się i Wesołych Świąt!

A żeby była chociaż jakaś atmosfera to wklejam bałwany. Mam do nich słabość.
 

 
Witajcie. Ostatnio (jak zwykle) nie mam czasu i dlatego ta notka pojawia się dopiero teraz
Chciałabym uraczyć was jakimiś moimi obrazkami, które namalowałam, ale niestety nic takiego nie mam... Jedyne co powstało to kartka z podziękowaniem na zajęcia z korespondencji. Trochę mi za to wstyd, bo mam ochotę zabrać się za tworzenie czegoś.
Na szczęście nie jest tak źle, bo w któryś wtorek wybrałam się na spacer po parku i porobiłam jesienne zdjęcia. Tak, zdążyłam przed opadnięciem liści i brzydką pogodą jaka teraz odwiedziła Polskę.
http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/ - jak zwykle link do mojej galerii
Widzę tu też jedno zdjęcie z koncertu w dzień Odzyskania Niepodległości. Nie byłam na głównych obchodach, ale poszłam zobaczyć na deptak, bo miały być fajne atrakcje. Troszkę się zawiodłam, bo spodziewałam się znacznie więcej czytając zapowiedź w gazecie. Był stragan z darmowymi babeczkami (załapałam się na jedną z ostatnich), herbatą, stanowisko artystyczne dla dzieci, czołg i jeden pojazd wojskowy oraz oczywiście ta mała scena na której występował ten pan z zespołem i śpiewał (jakże by inaczej) piosenki patriotyczne.
Publiczność najbardziej się ożywiła, gdy ten pan powiedział, że teraz on nie będzie śpiewał tylko oni mają i na scenę wkroczyła starsza pani. Zaśpiewała "Rozszumiały się wierzby". Ale tak pięknie i czysto, że wszyscy byli zachwyceni. Szacun dla niej.

Znowu zaczynam się czuć pusta w środku... To jest jedno z tych okropnych uczuć, które mi przypomina to czym byłam kiedyś, w liceum. Nigdy nie chcę do tego wrócić. Nigdy...
Tym co może mnie wypełnić jest jakaś pasja... Tylko jeszcze jej nie znalazłam. Inne się wypalają ;c Ale podobno tym co może mi pomóc znaleźć tą pasję jest rozwijanie abstrakcyjnego myślenia. Jak się za to zabrać... Jakieś podpowiedzi? ;c

Czuję się zmęczona. Nie wiem dokładnie czym. Chyba wszystkim. We wtorek miałam koszmary. Śniło mi się, że weszłam z koleżanką do galerii, a tam wszystkie sklepy były zamknięte, w środku pusto i tylko wszędzie na szybach wisiały kartki "do wynajęcia". Drzwi się zamknęły, a ja poczułam się jakby ściany przesuwały się w moją stronę i zacieśniały się wokół mnie... Jak jakiś atak klaustrofobii.... Wybiegłam z tej galerii najszybciej jak mogłam. Potem jeszcze chodziłam z mamą po lesie i ktoś za nami ciągle chodził.
To był bardzo realistyczny sen. Przynajmniej jeśli chodzi o emocje.
W rzeczywistości jak pierwszy raz widzę jak coś co tętniło kiedyś życiem jest zamknięte to czuję się zagrożona, trochę jak w pułapce. Nie wiem dlaczego.
Wczoraj zasnęłam podczas czytania powieści na filozofię. Znowu. Już drugi raz. Tym razem obudziłam się o 1:30 w pokoju z zapalonym światłem i w ubraniach. Poszłam się przebrać i bez problemu zasnęłam dalej. A teraz znowu chcę spać. Tylko trochę inaczej... xd Nie wiem jak to określić. Mam głoda na spanie.

Muszę zacząć ćwiczyć... regularnie. Najbardziej to cardio i interwały. Nad innymi jeszcze pomyślę
Poza systematycznością jeszcze kondycja byłaby potrzebna ;c
W poprzednim poście pisałam o tym, że coś mnie przytłacza. Czasem jest lepiej, a czasem gorzej. Ale to przekroczyło już pewną granicę, w moim umyśle. Każde wyjście z tego jest złe, bo ktoś na tym ucierpi. I tak ktoś już cierpi. A ja jestem powodem mimo, że nie chcę. Kiedy próbuję cofnąć się do tego jak było wcześniej to mam z tego powodu wyrzuty sumienia i czuję się winna, że nie spełniam czyichś oczekiwań. Nawet jak w tamtych momentach nie, to czuję to w podświadomości i później to wychodzi. Wiem, że to źle. Tylko nie wiem jak to zmienić...
Może zacznę czytać jakąś książkę i samo przejdzie.Piosenka adekwatna do tematu.

Na następny tydzień mam 12 rzeczy do zrobienia i nauczenia łącznie z jakimiś quizami i esejami na zajęciach. Kilku nie muszę, ale byłoby fajnie się z tym w końcu wyrobić xd

Tak sobie pomyślałam... Że... Eh... Muszę to przemyśleć. Ciągnie się za mną jeszcze jedna moja wada. Nie tylko jedna, ale ta jeszcze z bardzo starych czasów. "Wydaje mi się", że jak będę coś robić dla ludzi, dawać im coś to wtedy mnie będą lubić bardziej niż kiedy będę z nimi rozmawiać i wgl, bo wtedy czasem nie zauważam granicy między podchodzeniem i rozmową, a narzucaniem się. Jeju, to jest trudny temat... : / Ale to tak nie działa. Bo wtedy znajomości opierają się na materializmie, a nie wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Dobra, koniec tego :X
Na zakończenie... Zastanawiam się nad czymś. Zastanawiam się czy nie podejść i nie pogadać z pewnymi osobami, tak normalnie o niczym. Nie chcę mieć wrogów i nie chcę nieporozumień między nami. Ale też z drugiej strony musiałabym wtedy zapomnieć trochę o tych właśnie nieporozumieniach i tym co mnie uraziło. Jak się na to zdecyduję to pewnie będzie to spontan. Nie wiem, to jest za trudne. Jak wszystko xd
 

 
Ostatnio brakuje mi na wszystko czasu, dlatego ten wpis pojawia się dopiero teraz ;c
Mam wrażenie, że jest więcej zajęć niż w poprzednim roku. W większość dni kończę o 16:30 i 14:45. Mam przeważnie na 80. Po zajęciach trzeba się przygotować do następnych, nauczyć... I tak mija czas. Poza tym jestem merchandiserem w Carrefourze i układam sztuczne kwiaty 2 razy w tygodniu. Tak btw to z firmy Goliat Janusz Polaszek. Polecam gorąco ;3
Wiecie co? Ostatnio się wkurzyłam, bo układałam te kwiaty przez 2 godziny, już miałam iść... Patrzę na początek a tam znowu porozwalane i parę bukietów zupełnie na innym miejscu. Dlaczego ludzie nie potrafią odłożyć rzeczy na swoje miejsce -,- Potem się dziwią, że nie mogą znaleźć ceny. Ale z drugiej strony jakby nie rozwalali to bym nie miała tej pracy.
W związku z brakiem czasu... Czasem nawet nie mam siły już wieczorem odpisywać na sms-y od osób z Queera z którymi piszę.

Chciałabym mieć tak ze 2 tygodnie wolnego. Wtedy zorganizowałabym sobie wszystko na studia, ogarnęła zaległe sprawy, pouczyła się. A w drugim tygodniu nie robiła nic xd Zajęłabym się sobą. Mam ochotę coś namalować, ale nie mam czasu. Nie mam czasu spotkać się ze znajomymi. Ostatnio bardzo brakuje mi kontaktów z innymi ludźmi mimo, że codziennie jestem na zajęciach.

Czuję się przytłoczona....
I ograniczona.

Jest jeden powód przez który tak się czuję.
Domyśliłam się czegoś, co jeszcze pogorszyło to jak się czuję. Nie tylko ja się tego domyśliłam. To na mnie ciąży, gorzej niż poprzednim razem, gdy miałam podobną sytuację. Bo wtedy nie czułam się tak ograniczona jak teraz.
Weekend nie wystarcza, żeby od tego odpocząć. Naprawdę.

Bardzo chcę wrócić do tego jaka byłam kiedyś. Chcę być bardziej wrażliwa, romantyczna i uczuciowa. Nie podoba mi się pewna część mnie. Ta część, która wydaje mi się "toporna" (nie jestem pewna czy rozumiecie to słowo tak samo jak ja) i kojarzy mi się z tym co mnie przytłacza. Chciałabym ją zmienić. Żeby być sobą, a nie wspólnotą z kimś innym. Sobą, sobą, sobą...

Następna rzecz o której chciałam napisać to... wkurwiłam się. Wiem, że te dziewczyny do których teraz napiszę czytały mojego bloga. Z jedną jadłam kebaba, a z drugą się kiedyś kolegowałam. Nie wiem czy zaglądacie tu nadal. Może już nie skoro nie chcecie mnie znać. Ale... nie rozumiem o co wam chodzi i co wy dalej do mnie macie. Jedna z was opowiedziała swoją wersję znajomości ze mną drugiej (oczywiście tak, żeby wszystko co złe zwalić na mnie i pominąć kilka rzeczy o sobie, a co.),a druga w to uwierzyła i wyrobiła sobie o mnie negatywną opinię. I tak wszystko już wiem. Przykro mi, że nawet nie zapytałaś mnie o to jak to było z mojego punktu widzenia, że opowiedziałaś ten "sekret" innej osobie, a może i osobom. Przykro mi, że myślisz o mnie to co myślisz i czujesz do mnie pogardę z powodu tego co usłyszałaś z jednej strony. O twojej koleżance nawet nie wspomnę. Kiedyś powiedziała, że woli rozmawiać i wychodzić ze mną niż z tobą. Widzisz? Teraz pasuje jej inaczej ; ) Żałuję tylko, że nie posłuchałam mojej intuicji i nie zakończyłam tego wcześniej. A jak jeszcze coś do mnie macie to może podejdźcie i powiedzcie?
A tak... przecież wy mnie nie znacie. Głupio tak podchodzić do nieznajomych, prawda?
Odwdzięczę się wam tym samym:

Religia. W ostatnim poście napisałam, że nie będzie już więcej rozstrzygania co jest dobre, a co złe w oczach Boga. No i nie będzie. Mam inny pogląd na ten temat. Myślała, że już całe życie będę jedną nogą w religii, a drugą poza. Na szczęście już nie jestem. Na dobre. Ulżyło mi dzięki temu. Mam większą jasność widzenia, mniej zaciemnione postrzeganie dobra i zła, no i najważniejsze - mnie rozterek i wątpliwości. Kiedyś zastanawiałam się czy Bóg mnie kocha, czy jest na mnie zły, czy grzeszę kiedy jem mięso w piątek, miałam straszne wyrzuty sumienia, kiedy zrobiłam coś wbrew tym wymyślonym dodatkowym przykazaniom, czułam się źle idąc do sklepu w niedzielę. Zupełnie niepotrzebnie. Tym sposobem pogarszałam swoją sytuację. Martwiłam się o absurdalne rzeczy zamiast np cieszyć się życiem i pięknem niedzielnego popołudnia. Never ever.

Tak dawno nie robiłam tu wpisu, że nawet nie wiecie jak bardzo polubiłam zespół PVRIS.
Tak btw podoba mi się Lynn Gunn hehe

Ulubione piosenki: https://www.youtube.com/playlist?list=PLDqvhochFx7lnQXyuFhoBL0RuCWsOpj4S

Wpadłam na pomysł, żeby zrobić sobie orzeźwiający napój na bazie wody. Wkładam do dzbanka liście mięty, plastry ogórka i ze 2 plasterki cytryny i zalewam to wodą (nie gorącą). Na następny dzień mam zajebistą smakową wodę do picia <3. Uzależniłam się już hehe

Ostatnia rzecz na dzisiaj.
Jutro mam większość dnia dla siebie, na szczęście... Jezu, jak się cieszę... <3 Ale za mało ;c
Nie bardzo mam ochotę o tym pisać. Na razie nie uważam tego za problem, ale ewidentnie to jest duży problem... Jak pewnie już widać z mojego bloga, zakochuję się w osobach niedostępnych, a odrzucam ludzi którzy są mną zainteresowani... Nie jestem przy tym empatyczna... Próbuję zewnętrznie taka być, bo wiem, że nie należy krzywdzić innych, bo to jest bardzo nie fair w stosunku do nich. Wiem jak takie osoby się czują, ale nie umiem w tym momencie poczuć się tak jak oni. Jestem zimna i niewzruszona. Szczerze mówiąc czuję się też zagrożona. Ciekawe jak mają inni ludzie w takich sytuacjach.

Jealousy is not a good thing, indeed. It overwhelms not only the person which envies, but also people of whom the person is envious...

The only thing I need is more freedom...

Please.... Respect it.
 

 
Mam dużo wad, które muszę w sobie zmienić. Przeraża mnie to ile ich jest... Nawet nie bardzo wiem od czego mam zacząć.
Ostatnio przeanalizowałam sobie relacje jakie mam z trzema znajomymi. Wypisałam sobie co mi się nie podoba w tych osobach i dlaczego, pomyślałam co mogłabym zrobić, żeby te relacje były lepsze.
Mogłabym podsumować to w ten sposób:
Największym moim problemem wcale nie jest to, że mało mówię... (Chociaż to oczywiście też jest problem. Już stał się nudny, bo wciąż go mam. Po prostu bardziej wolę słuchać ludzi xd)
A najgorszy jest... STRACH, który jest we mnie zaprogramowany... Właśnie większość moich wad bierze początek w strachu. W strachu przed dosłownie wszystkim. Co sytuacja to inna przyczyna.
To takie niewygodne przyznawać się do takich słabości... Najchętniej teraz zaprzeczyłabym temu i powiedziała, że ja nie boję się niczego W sumie możecie tak myśleć. Pomożecie mi w ten sposób xd A ja przez ten czas wszystko sobie rozpracuję...
Druga sprawa jest taka, że... jak na początku. Nie wiem co chcę robić w życiu. Trochę tak jakbym miała puste życie i mogła robić co chcę, ale tak naprawdę to nie mogę się zdecydować i nie mogę prawie nic. Wszystko do czego mnie ciągnie to albo nie ma po tym pracy albo nie ma to wgl sensu. Wszystko co chcę robić mogę robić sobie dodatkowo, dla siebie. A jeśli chodzi o jakiś konkretny główny zawód to właśnie nie mam pomysłu. Zapisałam się na ten biznes elektroniczny. Wiem, że się przy tym rozwinę, tylko że i tak mi to nie pasuje. Chyba za dużo rozmyślam ostatnio... Nie o tym o czym powinnam w sumie.
Tym co mi przeszkadza w relacjach z innymi jest właśnie to, że oni mają marzenia, cele, wiedzą kim chcą być, co chcą robić, a JA NIE WIEM. Zgubiłam gdzieś moje marzenia...
Chyba rozbiły się o rzeczywistość...
Nie chcę być nijakim, nudnym człowiekiem takim jak tysiące innych, którzy tylko chodzą do pracy, zajmują się domem, czasem gdzieś wyjdą i to wszystko. Dla mnie to za mało... A niestety już staje się jeszcze gorzej. Przeraża mnie mój brak planów i motywacji...

Jest jedna taka znajomość, którą sobie ostatnio zanalizowałam i która z tego co widzę powinna zostać tylko znajomością na poziomie względnie oficjalnym... Próbowałam lekko zbliżyć się bardziej do tej osoby, porozmawiać inaczej niż tylko "tego dnia będzie to, widzimy się tam, cześć, zrobisz tamto". Ale ciężko mi to idzie, więc lepiej dam sobie spokój. Czuję się jakaś niedojrzała. Może i nawet byłoby o czym porozmawiać, ale już chyba nie będę próbować. Albo może jeszcze ostatni raz, jak już pozmieniam trochę parametry mojego nastawienia i zmniejszę poziom strachu przed wszystkim w moim ogólnym programie. A potem i tak pewnie stwierdzę, że po prostu nie możemy być sobie równe, bo... nie wiem. Bo tak.

Jak już o tym mowa to w niedzielę byłam na akcji "Kromka Chleba" z Caritasu. Taaaak mi się nie chciało tam iść na tą 9, że masakra... Przemek, tylko dla ciebie poszłam na 9. Możesz się cieszyć
Było o wiele lepiej niż się spodziewałam. Poćwiczyłam przy okazji mowę publiczną, bo czytałam modlitwę wiernych i komentarze do darów na mszy. Poszło mi lepiej niż ostatnio. Spotkałam trochę znajomych...
A potem miałam najbardziej kreatywny i dobrze wykorzystany dzień chyba od wakacji! Tyle zdążyłam zrobić, że na koniec dnia dałam sobie puchar ;3

Po krótkiej rozmowie z Patrykiem na Queerze po akcji w końcu wyszłam poza schemat... Na razie nie jestem jedną nogą tu, a drugą tam. Na razie dlatego, że ze mną nigdy nic nie wiadomo... Wszystko się we mnie chwieje... Chodzi mi o sprawy religii i wiary. Udało mi się popatrzeć na to z innej strony, czyli z takiej jak chciałam. Nie będę o tym pisać, bo to jest za trudne i jest tego zbyt dużo. Wątpliwości religijne, kwestie i pytania związane z wiarą i z tym co jest dozwolone, a co nie i dlaczego, przez kościół katolicki prawdopodobnie nie pojawią się już na tym blogu. Prawdopodobnie, bo jak już napisałam, wszystko się może zdarzyć.

Wczoraj zrobiłam zajebistego pompona z bibuły dla mojej mamy do pracy.
Muszę dorobić jeszcze kilka, tylko mniejszych i w innych kolorach. Znalazłam fajną stronę http://mrprintables.com/ z której właśnie wzięłam szablony do ołówków. Urzekły mnie te pomysły, tylko wszystkio jest bardziej dla dzieci niż dla mnie xd Niestety.
Wpadłam na pomysł, żeby pomalować pióro. Ale muszę zrobić lepsze zdjęcie, żeby dodać na DA.
Właśnie!
Zapomniałabym napisać o winobraniu!! I o moich 20-stych urodzinach.
W tym roku winobranie było uboższe niż w tamtym roku. Było mniej straganów, gorsze koncerty i gorsza pogoda. Ale i tak było dla mnie fajnie, bo coś się działo hehe Na koncertach byłam tylko na LemOnie w moje urodziny, na początku Afromental, na kawałku Dawida Kwiatkowskiego (tylko chwilę postałam, bo strasznie lało...) i na całym koncercie Blue Cafe (Dominika jest piękna o.o).

Miałam jechać z Koką w góry Świętokrzyskie, ale ostatecznie nie pojechałam, bo strasznie źle się czułam. Nie miałabym siły chodzić po tych górach, naprawdę... Pojedziemy następnym razem.

Założyłam sobie "rysownik", a raczej w moim przypadku "malownik" i mam już kilka obrazków. Moim celem jest zapełnić cały, czyli 109 karteczek. Uda mi się.

Tak na koniec... Chętnie sprzedałabym tabliczkę suchościeralną z markerem. Ktoś chętny? Wygląda tak, a z tyłu ma 2 magnesy:
Jak ktoś chce kupić to pisać na fejsie, asku, queerze, może byc nawet tutaj albo nawet na instagramie lub snapchacie.

ask.fm/potworek26
instagram.com/world_of_emotions
snapchat: x_daydreamer
 

 
Wakacje (tak, jeszcze mam miesiąc) od wyjazdu spędzam (nie)stety w domu. Mam strasznego lenia Niby bym coś zrobiła, ale mi się nie chce. Spotykam się ze znajomymi (znowu "przypadkowe" spotkanie z Iwą na przykład, "przypadkowe" spotkanie Kasi, Oli z Queera xd). A przez ostatnie kilka dni pomagam mamie w przygotowaniach do pracy. Do pracy w szkole, jako nauczycielka nauczania początkowego. Będzie uczyć 6-latki. Wraca po 20 latach Przedwczoraj w nocy pomagałam wycinać litery z papieru i wbiłam sobie nożyczki w palec ;/ A dzisiaj chyba pierwszy raz widziałam mamę w sukience o.o

W połowie sierpnia był u nas Kolor Fest!! Było mniej więcej tak: Zupełnie o tym zapomniałam (jak mogłam... przecież tak bardzo chciałam na to iść). Na szczęście fejsbuk mi przypomniał Poszłam z tatą i spotkałam Kasię! Poznała mnie... W tym tłumie. Wcześniej się nie znałyśmy : )
Potem poszłam w ten tłum na wyrzut. I zostałam tam na 2 godziny!! Wepchnęłam się na przód : D Cały czas tańczyłam ;3 Sama między tłumem nieznajomych ludzi. Można? Można! Było zajebiście. Wyluzowałam się. I to chodziło
Wiecie co jest fajne w przyjściu bez znajomych? To że nie trzeba się krępować I można być ile się chce. Koleś w blond włosach z tego filmiku stał niedaleko mnie. Tworzyłam to pierwsze kółko talentów xd Ale nie tańczyłam w środku hehe Chyba mnie tam widać, ale nie jestem pewna.

Mam teraz rozkminę życia. Co jest ważniejsze: miłość czy pieniądze?
Wiadomo że jedno i drugie. Ale jakby trzeba było wybrać to co?
Na przykładzie moich rodziców to widzę, że pieniądze. Ale moi rodzice razem tworzą bardzo kiepski przykład jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.
Za pieniędzmi przemawia w sumie wszystko. Dzięki pieniądzom można dobrze wyglądać, żeby zaimponować komuś, można kupić sobie dom, żeby mieć gdzie spędzać czas ze swoją miłością, ma się za co chodzić do kina i na randki, można się wybrać w różne miejsca np do klubu, na jakieś zajęcia żeby kogoś spotkać, można podróżować w inne miejsca, przeprowadzać się itp.
Z kolei jak jest się w związku to wszystko może idzie łatwiej...
Postawiłam sobie trudne pytanie na które nie umiem odpowiedzieć ;c Zostawmy to.

Po wyjeździe nudziło mi się w domu i poszłam 2 albo 3 razy do KSM-u pomóc posprzątać biuro, które składało się z kilku łazienek, kaplicy wielkości małego kościółka, kilku pokoi, kilku sal, rozbudowanej piwnicy i przedpokoju. Myłam okna, podłogi, podlewałam kwiaty, wycierałam lustro, układałam środki czystości, jakieś pościele, ściągałam i wieszałam zasłony, sprawdzałam jakieś dane... Przynajmniej nie siedziałam w domu Wtedy był ciężki czas (już lepiej).

Chyba was zanudzam xd
W Caritasie zmieniła się koordynatorka. Agata odeszła, a przyszła Dominika.

Pierwsze wrażenie mnie nie myli

Nie żeby coś, ale jest lepiej. Zastanawiałam się czy już dać sobie spokój z tym wolontariatem, ale jeszcze zostanę Powinnam iść do pracy, ale ciężko ją znaleźć ;/
W niedzielę robiłam z Przemkiem balony na festynie na którym rozdawaliśmy wyprawki szkolne zebrane w marketach (też byłam) dla biednych dzieci. W końcu ładnie wyszłam na jakimś zdjęciu z akcji... ;3
I tak jest w necie. Z Przemkiem:

Po obozie postanowiłam zrobić sobie wyzwanie polegające na tym, że dowiaduję się czegoś nowego i potem o tym sobie opowiadam najpierw po polsku, a potem po angielsku. Ale nie wychodzi. Do tej pory zrobiłam tylko 2... Jak zrobić ketchup i wszystko o lustrze weneckim. Nie mam motywacji.

http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

Zastanawiałam się dlaczego ludzie mówią, że katolicy są ograniczeni. Teraz już wiem dlaczego. Bo jeśli funkcjonują wg swoich zasad to nie widzą wtedy innych możliwości. Wcale nie jest tak, że Bóg karze tych, którzy nie przestrzegają "jego" zakazów i nakazów. Np zakaz współżycia przed ślubem, mieszkania razem, używania prezerwatyw, przeklinania, aborcji przed 3 miesiącem (po 3 miesiącu to sama ROZUMIEM ten zakaz), nakaz chodzenia do kościoła co niedzielę, bo jak nie to Bóg się zemści, przestrzegania postów. To nie Bóg was karze tylko sami siebie karzecie. Po pierwsze swoim strachem, wyrzutami sumienia, kiedy nie ma tak naprawdę żadnej przyczyny oprócz waszej "obrazy Boga". Po drugie konsekwencjami waszych czynów. Uprawiacie seks przed ślubem? Zawsze możecie zajść w niechcianą ciążę. Palicie? Dostaniecie raka. Wasza wina, a nie Boga. Poza tym wszystko zależy od sytuacji.
Kościół wszystko tłumaczy wolą Boga albo wolą Jezusa. Rzadko kiedy daje logiczne wyjaśnienie. Np jak Jezus mówił, żeby się radować mimo niepowodzeń. Kościół nie powiedział i nie powie dlaczego. Nie powie co się dzieje z nami po śmierci. Nie mamy wiecznych wakacji w "niebie" jak myśli pewnie większość katolików, do końca świata. Z tego by wynikało, że Adam i Ewa nieprzerwanie od tamtego czasu dalej oglądają Boga w niebie.
A może po tylu tysiącach lat już Go tworzą...

Pracę na swoim rozwojem zacznę jak dostanę się na biznes elektroniczny... To będzie trudne.

Na koniec...

Polecam PVRIS:
https://www.youtube.com/playlist?list=PLDqvhochFx7lnQXyuFhoBL0RuCWsOpj4S
 

 
Tak sobie pomyślałam, że wypadałoby napisać notkę po powrocie z obozu (a wróciłam w tamtą niedzielę wieczorem xd).
Byłam w Podczelu nad morzem na obozie z KSM-u (obóz rekolekcyjno-wypoczynkowy). Podczele to część Kołobrzegu, taka dalsza część. Byliśmy zakwaterowani w takim ośrodku (mieścił się na osiedlu mieszkaniowym), w którym był kościółek parafialny (tak, w tym samym budynku), pokoje dla gości, stołówka i taka mała piwniczka, w której stały piłkarzyki i stół do tenisa stołowego. Za ośrodkiem był plac zabaw (dla dzikich dzieci, które krzyczały "jaka dupa" i takie tam), trochę trawy i altanka.
Plan dnia codziennie wyglądał bardzo podobnie:
1. Wstawałam o 6:45...
2. Rozgrzewka - 7:30
3. Śniadanie - 8: 00
4. Nauki rekolekcyjne + msza - 9: 00
5. Obiad - 13: 00
6. 14:15 albo jakoś tak szliśmy na plażę <3
7. Kolacja - 18: 00
8. Pogodny wieczór najczęściej na plaży- 19: 00 - 21/22

W piątek albo w sobotę pojechaliśmy do Kołobrzegu zwiedzić sobie miasto.
Zwiedziliśmy katedrę, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie pod tą fontanną w centrum, a potem mieliśmy czas żeby rozejść się i pochodzić.
Rynek w tym mieście jest bardzo mały, ze 2 może 3 takie uliczki jak ta. Na jednej z nich było Muzeum Oręża Polskiego. Chcieliśmy nawet wejść, ale ceny biletów nas przeraziły... ;c
Z Nicolą i Przemkiem szukaliśmy czegoś do jedzenia, a że niczego nie znaleźliśmy to poszliśmy do Fresh Marketu na panini XD Bardzo ambitnie.
Podobało mi się to zaciszne miejsce:
Potem poszliśmy zwiedzić latarnię morską. Nie jest taka duża jak w Niechorzu. Widoki były piękne <3 Chyba inaczej przerobię niektóre moje zdjęcia z latarni... Jak znajdę aparat w tym domu xd

Galeria: http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

Aparat wujka taty na baterie paluszki pozytywnie mnie zaskoczył! Wystarczyło zmienić kilka ustawień i od razu mam lepszą jakość zdjęć <3

Również w tym samym dniu poszliśmy plażą do Kołobrzegu do molo. To były jakieś 4km. Na molo nie zdążyliśmy (bo trzeba było iść na ostatni autobus), ale zobaczyłam piękny zachód słońca! Uwielbiam zachody słońca.
W tym dniu byłam już bardzo zmęczona i pod koniec zrobiłam się złośliwa... -,- Nie lubię takiej siebie. Najchętniej zamknęłabym się wtedy w pokoju i poszła spać. A potem przed kąpielą odwaliło mi z Nicolą... xd To był ten stan, w którym jest się tak zmęczonym, że ma się głupawkę bez powodu. Babcia Zagulina skądś tam XD Tak, to byłam ja jak sobie założyłam ręcznik na głowę : D

Co mi się podobało:
* przede wszystkim morze... Jak pierwszy raz od dawna je zobaczyłam to miałam takie WOW... Pociągała mnie jego nieskończoność... o.o Dziwnie to brzmi... Lubiłam to uczucie, gdy fale obmywały moje stopy.
* jak morze to i oczywiście plaża. Ten fajny piaseczek, który lubiłam przesypywać sobie w rękach.
* opalanko, spacery i wszystko związane z morzem i plażą, w tym latarnia morska i zachód słońca
* towarzystwo Nicoli, Przemka i paru innych fajnych osób
* Łukasz i jego talent do gry na gitarze <3 Ooo, to jedno z tych naj <3

Co mi się nie podobało:
* to że nie mogłam się wyspać (spałam po około 6 lub 5 godzin na niewygodnym piętrowym łóżku, a rano budziło mnie słońce, które świeciło prostu w okno na przeciwko mnie -,- Nie było żadnych rolet ani nawet firanek). Ciągle towarzyszył mi albo ból głowy albo brak energii życiowej.
* brak czasu dla siebie, np na jakiś samotny spacer w ciszy albo drzemkę (wszystko było zaplanowane, a w wolnym czasie robiłam prezenty dla cichego przyjaciela albo inne potrzebne czynności) Brak dłuższej przerwy, np godziny w której nie trzeba by było niczego robić, do niczego się przygotowywać. Tego mi bardzo brakowało. Dopiero ostatniego dnia mogliśmy pójść sami na plażę, bo był czas.
* wspólne łazienki oraz brak lustra i umywalki w pokoju (wszystko musiało być szybko, bo inni -,-)
* atmosfera i niektóre osoby. Szczególnie taka jedna i jej denerwujące zachowanie, które było głównym tematem tego obozu... -,- Właśnie najbardziej z tego powodu cieszyłam się, że już wyjeżdżamy. Chyba pierwszy raz cieszyłam się, że wracam do domu... To do mnie nie podobne. Ale brakuje mi morza, spokoju Łukasza (Łukasz to prowadzący) i jego gry na gitarze...

Zaczęłam się zastanawiać nad sobą, nad tym że jest we mnie niestety dużo złości, gniewu i złośliwości. Nie czuję się z tym dobrze. Najchętniej zostawiłabym to życie i zaczęła nowe, bo tak dużo mam w nim do naprawy. Całe swoje życie mam do naprawy. Czuję się... pusta.
Kiedyś napisałam tu takie coś, na co Kessy w pełni się zgodziła, że to mnie opisuje:
"Moja twarz jest jak pusta zimna ściana w przeraźliwej ciszy. Adekwatnie do wzrostu doświadczeń wytworzył się za nią pewien pas bezpieczeństwa. Również złożony z pustki i ciszy. Dopiero dalej można dostrzec głosy i ruchy. Są w zasięgu wzroku ale jeszcze daleko. Bliżej jest do wyjścia."
Dalej mnie to opisuje. Może zepchnęłam swoje wnętrze jeszcze dalej i dlatego czuję się pusta? Nie wiem. Praca nad sobą mnie tak bardzo przeraża...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny dowód na to, że w życiu nie ma pechowych zdarzeń to dzisiejszy dzień. Gdyby wszystko potoczyło się zgodnie z moim planem to nie spotkałabym na osiedlu JEGO! OMG, to było takie niespodziewane... Odpowiedział mi na "hej" ;3 Dalej mnie coś do niego ciągnie, jak w poprzednim wpisie.

Przeczytałam coś ciekawego: http://hiperia.org/radoslaw_lorych/item/107360-o-dominacji

To mi przypomina o tym, że próbuję być dobra, poukładana, próbuję zmieniać się na lepsze, ale nie bardzo potrafię, w przeciwieństwie do Niego. On już jest naturalnie taki jak ja chcę być. Wyższy poziom... Dlatego mnie tak ciągnie.

Chyba pójdę na spacer.

Komary to chuje ;c


 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Właśnie wróciłam z egzaminu z historii Wielkiej Brytanii i lodów z Przemkiem : D Zdałam to gówno!! Na 3+ !! Zabrakło mi 1 punkta do 4, ale cieszę się że zdałam ;3 Osiągnięcie życia hehe

Wczoraj byłam wolontariuszką na Caritasowkim meczu i festynie charytatywnym na stadionie blisko mojego domu : ) Było zajebiście xd Chodziliśmy we trójkę z Iwą i Przemkiem, rozwieszaliśmy plakaty i zbieraliśmy datki do puszek. Niestety nie było dużo ludzi i rzadko kto nam wrzucał ;p Potem graliśmy w piłkę na stadionie jak już wszyscy gracze pozbierali się po meczu. Mecz był krótki (2 połowy po 15 minut) i zakończył się remisem 2:2 ;d Szkoda, że Natalka nie dała rady przyjść.

Ogólnie mieliśmy dużo śmiechu ze sobą <3 W sam raz na mój "odwyk" xd Myślę, że zakończył się sukcesem.

"Gdy zrozumiałam, że czasem można odpuścić i świat się nie zawali, od razu poczułam się lepiej."

Dziękuję : )

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jestem 'zirytowana' na pewną osobę, która okazała się d w u l i c o w a
(tak, specjalnie użyłam tego słowa). Jesteśmy na studiach, a tutaj normalnie jak w podstawówce -,- Albo na wojnie, jak Lord Stanley -,- Zmiany frontów. Stay loyal, a nie się podlizujesz raz do jednej strony, raz do drugiej.
I'm curious how our episode looks from your point of view which you told your old-new friend...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Pseudowiersz nr 23

Stworzyłam go dawno, jakieś około 2 miesiące temu... Pisząc wtedy te słowa czułam się strasznie przytłoczona, ograniczona i przyciśnięta tym co próbowałam napisać. To było akurat w fazie tego "kryzysu" (if you know what I mean). Chyba nawet następnego dnia wszystko się skończyło : )
Dzisiaj złożyłam całość z tamtych kawałków prawie bez emocji.

A więc... przed Wami wywołujący ból głowy... nowy-stary psedowiersz:

Chcę otworzyć swoje serce dla Ciebie.
Otulić Cię ażurową przestrzenią
prawdziwego bezpieczeństwa
i dyskretnego spokoju.
Podarować Ci wszystko czego ulotnie potrzebujesz…

Chciałabym być.
Dla Ciebie.
Wybacz mi błędy, bo...
nie potrafię.
Być idealnie i tak autentycznie - jak Ty…

Zaufaj mi (albo nie)
Możesz oddać mi swoją
bezradność
strach
cierpienie
niezdecydowanie

Rozpuszczę je w przestrzeni niewypowiedzianej miłości za to że istniejesz…

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Ostatnio wszędzie tęczowo U mnie też niech będzie. Chociaż ostatnio już za dużo. Uwielbiam kolory, ale już rzygam tęczą ;p
 

 
Wreszcie jestem gotowa, żeby napisać dla was ten wpis.
Czuję się zagubiona... bo zdałam sobie sprawę z czegoś dotyczącego mnie. Z tego jaka jestem.
Czytałam, że tacy ludzie czują się "sfrustrowani", "zagubieni", "niezdecydowani", "niestali emocjonalnie" i "cierpią na brak przynależności do określonej grupy"...
Najpierw nie wiedziałam dlaczego miałabym tak się czuć i się tak nie czułam.
Ale teraz już wiem...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Najgorsze jest jak wiesz, że zakochujesz się totalnie bez nadziei, ale i tak bez tej wzajemności jest zajebiście i cudownie.
Niestety ciągle nie jest tak "różowo" (skojarzyło mi się właśnie), bo jak opadną endorfiny to się okazuje, że to nie są jakieś żarty...
Znowu zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Ale chyba już wiem. Teraz czas zmienić mój sposób bycia. I pewność siebie. I się wyluzować ; )
Tak na przyszłość.
Cieszę się, że tym razem udało mi się zostać sobą. Tym razem nie muszę wracać do bycia sobą, ale wiem co mogę zmienić na lepsze. Przynajmniej wydaje mi się, że wiem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta piosenka ma jakiś taki klimat w melodii...
Zastanawiam się jak przeciętni ludzie podchodzą do spraw związanych z seksem... Nie wiem jak to napisać : /
Dla mnie na przykład najbardziej liczy się relacja, poznawanie siebie, spędzanie ze sobą czasu, bliskość, szczęście, zachwyt i takie inne romantyczne rzeczy...

A dla was? 'smutne feromony'
Chyba powinnam kończyć ten wpis, bo robi się za bardzo depresyjny.

Moja podświadomość znała znaczenie motywu galaxy, który tak mnie fascynuje od wakacji i ciągle pojawia się na moich pastelowych obrazkach...
http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/
Odcienie niebieskiego i różowego...

Zastanawiam się w kim zakocham się następnym razem...
 

 
Uwielbiam ten stan kiedy czyjaś obecność cieszy mnie tak bardzo, że mam ochotę skakać i śmiać się bez żadnego innego powodu. To jest takie piękne! Ostatnio mnie ponosi <3 Wczoraj miałam atak śmiechu na stołówce z koleżanką : D Już dawno nie czułam takiej euforii! Ach te endorfiny! : D Moja radość przenosi się na innych ;p Nie wiem jak to wszystko nazwać. Unikam powiedzenia, że się zakochałam bo nawet nie wiem czy to jest to. Bardziej się zauroczyłam xd Wiem, że nie mogę mieć jakichś oczekiwań i cieszę się chwilami : D Tak jest najlepiej ; ) Polecam - Natalia xd Może nie spierdzielę.
Zbyt cenne, żeby pisać tutaj o szczegółach ; )
Forgive me ppl <3
(w końcu coś jest zbyt cenne, żeby tutaj było xd)

Zostały 2 tygodnie do sesji. Szkoda trochę, bo... no. ; ( Nieważne.
I tak wiecie xd

Mam teraz "fajne" (ironia) 2 tygodnie:
1. poniedziałek wtorek piątek czwartek piątek
2. czwartek piątek środa czwartek piątek -,-
XD

A teraz czas na relację... z Dnia Dziecka w Rokitnie!!!
Jeszcze w międzyczasie refleksja: czy miłość jest wybuchową relacją dwóch odrębnych, różnych i indywidualnych światów, które mają jednak dużo ze sobą wspólnego i czerpią siłę z radości życia drugiego jakże cennego w ich życiu człowieka? Grunt to nie stracić swojego świata, bo potem zostaje się pustym... Czy ta definicja nie jest banalna? o.o Pewnie jest.
Wracając... wstałam o 4 rano, bo mój tata pojechał do Łukawicy i nie mógł mnie odwieźć, więc musiałam iść na autobus (pierwszy ^^) o 5.35. Myślałam, że nikogo nie będzie, ale już byli xd
Wyjechaliśmy jakoś po 6. Na samej imprezie było 5 tysięcy osób. A, no i byłam wolontariuszką. To już mój trzeci raz tam. Za pierwszym było najbardziej zajebiście, za drugim trochę mniej, a teraz niestety średnio. Było straaaaasznie gorąco... Ponad 30 stopni. Roznosiłam nagrody do stanowisk. Napiszę o tym co było najbardziej cudowne!
A to była... akcja strażaków, którzy polewali dzieci wodą! Wokół wozu zebrała się ogromna chmara ludzi. Ich krzyki, piski razem z głośną muzyką, a potem syrenami strażackimi utworzyły naprawdę niesamowitą atmosferę... Po prostu znowu euforia! : D
Z mojego punktu widzenia (na wzgórzu) wyglądało to jeszcze piękniej : ) Niestety nie zrobiłam zdjęcia. Też byłam mokra xd
Potem odliczanie do kolejnego polewania i te szczęśliwe twarze... <3
http://zgg.gosc.pl/gal/pokaz/2527097.Diecezjalny-Dzien-Dziecka#gt
Dodatkowo było nadleśnictwo i rozdawali sadzonki chyba dębu xd
Podziwiam siłę tych dzieci... Ponad 3 tysiące ich było ; )
 

 
Mam dosyć tej nauki. Jak słyszę nazwisko profesora od historii albo o czymkolwiek związanym z językoznawstwem to już mi niedobrze.
Wszystkiego jest za dużo ;c

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Ostatnio ponoszą mnie uczucia ^^
Jest dużo rzeczy, które chcę zachować dla siebie. To jest zbyt cenne.
Cały ten stan kiedy w c z o r a j zdałam sobie sprawę, że jednak naprawdę to czuję, całą gamę uczuć od euforii do bezsilności...

I feel helpless... ; ( I'd love to help U...

Wczoraj. Oprócz tego co już napisałam. Widziałam tęczę <3 Pierwszy raz od dawna. Była cudowna... Maybe everything will be fine?

Dostałam Rafaello od mamy na dzień dziecka. Uwielbiam to.

Zacytuję teraz fragment wiersza Szymona dla Iwy, który mnie urzekł. Cały wiersz mnie urzekł, ale ten fragment najbardziej:
"Jest pewna dziewczyna kwitnąca jak róża
jej piękna nie zabije [nawet] wiatr i burza"

Wiatr i burza <3 Skojarzyło mi się i tak się zachwyciłam... Skojarzenia kojarzą mi się teraz negatywnie, bo jak ktoś mówi coś dwuznacznego to wtedy "ma się skojarzenia" xd Ale tutaj tego słowa użyłam w pozytywnym znaczeniu, czyli takim jakie ma być. Eh... nie mogę.
Siedzę teraz przy oknie i czuję jak lekko wieje na mnie orzeźwiający wiaterek... Jest taki świeży jak to co czuję.
Jeszcze czuję się wolna i mam nadzieję, że tak zostanie : ) Wolna w sensie takim, że jestem sobą : ) This time I don't have to pretend.

Tyle razy słuchałam tej piosenki, że już mi się znudziła, ale wstawiam: <3
Chciałabym zmienić świat. Ciągle jest za mało miłości, a za dużo schematów. Ludźmi rządzą systemy. I jedni drugich nimi zabijają...
Im więcej myślę ile na świecie jest shitu tym bardziej mam ochotę przenieść się gdzieś gdzie jest naprawdę lepiej i bezpiecznie.
Dzisiaj prawie sama muzyka. Na koniec Coldplay...
 

 
Nauczyłam się odpuszczać i jest mi z tym lżej
Odzyskałam już równowagę emocjonalną po ostatniej ściągającej w dół sytuacji o której w dwóch poprzednich wpisach. Jestem zaskoczona tym, że stało się to tak szybko.
Zostało mi jeszcze pracować nad tym, żeby coraz mniej zależało mi za bardzo. Przez tę wadę inni się ze mną męczą i ja ze sobą tym bardziej, bo sama siebie ograniczam dopasowywaniem się do jakieś osoby, żeby nie przestała mnie lubić i akceptować. Wolność ponad wszystko. Nienawidzę ograniczeń, a sama "nieświadomie" sobie je narzucam -,- Nigdy siebie nie zrozumiem...

Następne "zadanie": uwierzyć w siebie.

A dzisiaj się wkurwiłam. Od rana mam pecha. I znowu wkurwili mnie na UZecie -,-

Ostatnio nie mogę przestać słuchać muzyki. Zawsze mam taki okres słuchania po którym następuje przesyt. A teraz go nie ma xd (Chyba) bardzo potrzebuję dźwięków. Odstresowuję się przy muzyce i wtapiam w nią swoje emocje.

Czytałam w gazecie artykuł o chłopaku, który był gejem, ale poszedł na terapię i już nie jest. Teraz ma żonę i dzieci i twierdzi, że jest szczęśliwy. Jego orientacja wzięła się z tego, że w dzieciństwie był wrażliwy (pewnie jest dalej) i miał dwóch braci, którzy byli agresywni i silni. Jego bracia chcieli, żeby on też taki był. Jak powiedział - chciał być taki męski jak inni chłopacy, więc zwracał na nich uwagę. A jak zwracał uwagę to się zakochiwał.
Wcześniej myślałam, że orientacja seksualna jest uwarunkowana genetycznie, ale jak widać raczej tak nie jest.
Ale nie podoba mi się jak niektórzy ludzie próbują na siłę "nawracać" innych na heteroseksualizm. Ogólnie nie podoba mi się kiedy ludzie rozkazują całemu światu jak ma być i narzucają innym swoje poglądy, które uważają za jedyne słuszne : /

Wyobraźcie sobie, że nie istnieje takie pojęcie jak orientacja. Możecie kochać każdego.
Podobno wg psychiatrów każdy człowiek jest biseksualny...
Zakochać można się w każdym kogo wybierze serce, nieważne czy to chłopak czy dziewczyna, jeżeli nie jesteśmy zorientowani na płeć (np jak ktoś, jak ja, nie chce mieć dzieci).
Po prostu nieświadomie wychwytujemy cechy, które nas przyciągają.

Chyba się zauroczyłam. Ale tylko troszkę Ta osoba ma "niestety" wiele cech osobowości i charakteru wspólnych z kimś kim fascynowałam się w liceum. Np życie w ciągłym biegu xd I specyficzny stosunek do ludzi. I podobny kolor włosów <3
"Niestety" dlatego, że mam niefajne wspomnienia z osobowością z liceum pod tytułem "niespełniona miłość". Przypominają mi się moje wiersze z tamtego okresu hehe Zacytuję wam kilka:

"Nie rób mi tego,
nie ignoruj mnie!
Wiesz, że nie kocham,
lecz podziwiam Cię
Twoja obecność mnie inspiruje
Nie odchodź proszę, sił mi brakuje
Mam tego dosyć!
Rymy mi nie idą…
Czytasz tę książkę,
Zastanawiasz się,
Myślisz, rozmyślasz i nie widzisz mnie.
Chcę siedzieć tam z tobą
W blasku twojej chwały
Gdzie wszystko inne znika jak dolary
Pieprzyć Barykę, chodźmy gdzieś daleko
Porozmawiajmy ze sobą i cieszmy się z niczego"

Albo mój ulubiony:

"Cały jesteś sercem i oddechem.
Jak widzialny duch.
Wyraźnie czuję Twoją obecność.
Chcę stanąć w sferze promieniującej Tobą, gdzie dociera jeszcze Twoja energia owiana tajemniczością.
Kosmos.
Wszystko jest takie obce…
i takie przyjemnie inne
Nawet jeśli wyrzucasz we mnie setki małych kamyków, które mnie bardzo ranią
Nie mogę odejść.
Nie wiem gdzie.
Nie widzę nic poza Tobą i mną.
Jednak Twoja promieniowanie odpycha mnie…
gdy podejdę zbyt blisko.
Boję się Ciebie…
ale potrzebuję cząstek Twojego ciepła i uśmiechu
Twojej obecności, której i tak nie ma wiele…"

To było takie introwertyczne.

To co czuję teraz do i n n e j osoby określiłabym jako "affection" czyli " a gentle feeling of fondness or liking". P r a w i e idealnie xd Dodałabym do tego jeszcze trochę magii, czyli mojego kosmosu.

Obie te osoby są bardzo ekstrawertyczne. Przy ekstrawertykach sama staję się bardziej otwarta i lubię taką siebie.

Ostatnio ma dużo nauki i czuję że jestem nudna : / To źle.
"Zatrzymaj się, zostań ze mną przez chwilę"
Zmieniłabym refren tam gdzie jest "zatrzymaj się zanim zatrzyma ciebie świat", bo to brzmi tak niebezpiecznie ;c Dałabym tam coś w stylu "pobiegnijmy razem w świat" bla bla bla.

Nie wiem co dodać na koniec, więc dodam linka do moich playlist na youtubie xd
https://www.youtube.com/channel/UCDo0AqIxLLQ3T0XDkAYoB0Q/playlists

https://www.youtube.com/playlist?list=WL - ciekawe czy możecie w to wejść (tu są "do obejrzenia"

Kilka dni temu zrobiłam sobie wieczorek z tańcem, żeby dodać sobie energii xd Fajnie było.

Pozdrowionka <3
 

 
Serce ociężałe jak balon wypełniony ołowianym gazem
ciągnie mnie w dół.
na dno swojej gumowatej obojętności.

Boli.
Hermetycznie zamknięte do granic możliwości
Twojej prośby i mojego szacunku
trupio rozciągnięte – nie pęka.

Na ociężałym sercu
siada łagodny zachwyt
i troska o Ciebie
Nie mogąc się dostać spychają je w dół.
Maślanymi oczami wyobraźni przytulając prawdziwą autentyczność Ciebie
Bezprawnie otaczając wzrokiem jezioro Twojego bezpieczeństwa…

Ociężałe serce rozumie.
I czuje się dobrze.
Zakłada białą chusteczkę
Bo wie, że jesteś ważniejsza…
----------------------------------------------------------------------------------------------------

Spróbujcie zinterpretować teraz sami.

Piszcie do mnie na asku, pytajcie, stwierdzajcie, cokolwiek: http://ask.fm/potworek26
Teraz, żeby napisać musicie być zarejestrowani. Po rejestracji nadal możecie być anonimowi.

Czekam : )

Teraz kilka komentarzy, które rozwieją "nastrój":

• "Gumowata obojętność" - guma się rozciąga, tak samo jak obojętność. Jest leniwa.
Innymi słowami chodzi mi o to, że staram się być obojętna.

• "Trupio rozciągnięte" - jak nadmuchacie balon do końca to możecie zauważyć prześwity w gumie. To jest właśnie to "trupio".

• "Jezioro Twojego bezpieczeństwa" - może mieć dwa znaczenia:
1) czuję się przy tym kimś bezpiecznie
2) strefa komfortu, bezpieczeństwa tego kogoś

• "Zakładanie białej chusteczki" - to już jest znacznie bardziej skomplikowane. Biała chusteczka, czyli czysta strona. Wyobraź sobie, że siedzę gdzieś na ławce i do mnie podchodzisz. Zaczynasz coś mówić, a ja słucham i jestem nakierowana na Twoje emocje i na to co mówisz. Wszystko u mnie w porządku, jest mi dobrze. Jestem stabilna. Nie mówię o swoich złych emocjach, bo to nie ma sensu. Biała chusteczka jest potrzebna. Naprawdę. To jest jak zrozumienie kogoś i zepchnięcie swoich uczuć do kosza na śmieci.

Teraz coś na rozładowanie atmosfery xd ____________________________________________________________________________________________________

Ostatnimi dniami pogoda mi nie sprzyja. Czuję się słabo.
Miałam zapalenie dziąseł. I poszłam do dentysty... I teraz już naprawdę wiem dlaczego wszyscy tak bardzo boją się tam chodzić...
Oczyszczanie kamienia było okropne. Ble.
Zostawmy może ten temat.

<aparat dalej w naprawie> <tęsknię za robieniem zdjęć>
<boli mnie głowa> <muszę dokończyć list dla Konstancji> <i uczyć się>

Na dzisiaj koniec. Idę spędzić późne godziny w łóżku pod kołdrą. Mój lapek nie ma baterii i musi być podłączony do wifi, więc go nie wezmę ze sobą.
Miłego wieczorku <3
 

 
Nie jest to dobry dzień na pisanie wpisu. Od wczoraj nie mogę sklecić normalnego zdania i na niczym się skupić -,- Teraz siedzę pod kocem i jem jabłko. Fascynujące, prawda?
Ale myślę, że trzeba by było coś tutaj napisać, a dzisiaj nie muszę iść "wcześnie" spać, więc mi się nie spieszy.

Zacznę od końca, czyli od wczoraj, albo raczej przedwczoraj. Mam już taką naturę, że zawsze muszę coś spierdolić i jak zwykle to zrobiłam. Zawsze za bardzo mi zależy. Znaczy... nie zawsze. "Tylko" drugi raz.
Ale tym razem nie jestem jebaną egoistką i doszłam do wniosku, że lepiej schować swoje emocje, olać je i wyrzucić je za siebie dla dobra swojego i drugiej osoby. Szczególnie, gdy bardzo dobrze rozumiem sytuację.
Zbyt dużo rzeczy robię nieświadomie : / Nawet nieświadomie coś mówię... Dżizas... Don't trust me... xd

Ukryłam swoje emocje i teraz już nie wiem czy jestem tak dobra w udawaniu (niektóre przypadki) czy potrafię wpływać na swoje serce czy nie wiem jeszcze co, bo nie rozróżniam swoich prawdziwych uczuć. Nie wiem już czy to co czuję głęboko, czy to co na wierzchu jest prawdziwe.
I'm so confused...
And tired.

Chyba moje serce zaczyna wypełniać skondensowane powietrze. Jak w moim dawnym wierszu: "serce zamrożone skondensowanym powietrzem"
Macie cały:

W głowie mam pustkę,
nie czuję nic
Serce zamrożone skondensowanym powietrzem
nie potrzebuje nikogo
Dusi się mój rozum
Brak mi oddechu.
Przyjaźń, miłość, zaufanie…
Międzydwuludzkie.
Dla wszystkich oprócz mnie.
Jestem ciężarem sobie i innym.
Marionetką.
Wewnętrznie skłóconą.
Nie potrafię istnieć

To nie jest dobry dzień na pisanie, again... Nie dam rady wymyślić w najbliższym czasie nic konstruktywnego. Przepraszam was za to.

"Czy jestem zakochany? Tak, ponieważ czekam. Inny nie czeka nigdy. Czasem chcę odgrywać tego, kto nie czeka; próbuję gdzieś czymś się zająć, przyjść spóźniony; ale w tej grze zawsze przegrywam: cokolwiek zrobię, jestem bezczynny, punktualny, a nawet przychodzę za wcześnie. Fatalna tożsamość zakochanego to nic innego jak: jestem tym, który czeka."
R. Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego
https://www.facebook.com/pages/Jeste%C5%9Bmy-doro%C5%9Bli-Kiedy-to-si%C4%99-sta%C5%82o-Jak-to-zatrzyma%C4%87/295656190598568?fref=ts
And I'll wait till the end
Nothing else to do in my life, meh ----------------------------------------------------------------------------------------------------
Z innych rzeczy:
W czwartek zmarł mój wujek. Widziałam go parę razy, bo mieszkał daleko, w Kłodawie koło Poznania.
Nie, nie pojechałam na pogrzeb.

Przed świętami byłam już na jednym. Mojej babci od strony taty. Też ją widziałam ze dwa razy może jak byłam mała. Na pogrzeb do Łukawicy jechaliśmy jakieś 9 godzin z tatą, wujkiem taty, moim wujkiem i ciocią. Było bardzo zimno i padał tam śnieg.
Na początku przejmowałam się bardziej od taty... Głównie chyba przez to w jaki sposób się dowiedziałam o tej śmierci. Mniej więcej:
Mama: Wiesz, że jutro jedziesz?
Ja: ..... gdzie jadę?
Mama: Do Łukawicy. Babcia zmarła.
A ja taki zawał, co nie.
Potem starałam się do tego dystansować. Babcia leżała w domu, więc jak tam weszłam i zaczęłam wszystko analizować to mało nie zemdlałam. Ogarnęłam się, ale ostatecznie emocje mnie dopadły...

Wyobraźcie sobie, że stoicie w drugim rzędzie na koncercie waszego ulubionego zespołu. Co czujecie? Radość, energię, skaczecie, śmiejecie się, klaszczecie, śpiewacie...? Z pewnością tak! Emocje was porywają.

Tak samo porwały mnie, tylko że nie takie.
Doszłam do siebie jakoś po tygodniu xd

Ale..
Poznałam moich 3 przystojnych ^^ kuzynów.
Zwiedziłam miejsce gdzie mieszkał mój tata. I zwiedziłam pracownię rzeźbiarza.
Byliśmy jeden dzień.

W drodze powrotnej podziwiałam widoki za oknem, jeśli było wgl co podziwiać. Jedyny ciekawy widok to pole, które z jednej strony było zielone, a z drugiej białe od śniegu. Wyglądało bajecznie <3
No i jeszcze wspomnę o jeziorze przy drodze, które też mnie zachwyciło.

Święta spędziliśmy w domu. Nie pojechaliśmy do drugiej babci. No tak wyszło.
Jedyne co sprawiało, że czułam atmosferę Wielkiejnocy to ozdoby w domu. Np włochate kurczaki i baranki.

Aparat już w naprawie.

Ostatnio dwa razy spotkałam Iwonkę w drodze do domu, zupełnie przypadkiem i w tym samym miejscu : ) Było fajnie! <3

Mój ostatni rysunek:
http://fearofemotions.deviantart.com/art/Seascape-oil-pastels-525358307

Nie mam ostatnio weny artystycznej. Zaczęłam pisać opowiadanie o... inwazji kosmitów i wiersz, ale wiersza nie skończyłam i już raczej nie skończę.

Ale chujowy ten wpis, masakra.

Life should make sense...

Life sucks.

Am I again empty? ;c

Wczoraj czułam się dwuwarstwowo, a dzisiaj już coś mnie przygniata : / Jakaś jeszcze inna ołowiana ciężka warstwa chyba.
Dobra, nieważne xd Zawsze za dużo myślę.
A propos myślenia... Wcześniej jak jeszcze było "dobrze" (cudzysłów nie oznacza tutaj przeciwieństwa, ludzie) to chciałam coś w sobie zmienić. Chciałam b y ć. If you know what I mean. Zamiast być jebaną materialistką, chciałam dać coś od siebie z serca. Właśnie problem polega(ł) na tym, że czuję za dużo, a nie umiem tego pokazać (chociaż chyba jednak w tym przypadku NIESTETY mi wyszło, ale nie tak. - if you know what I mean, meh). Wracając do tematu, chciałam bardziej b y ć. Tak... naturalnie, autentycznie, lekko, niezobowiązująco, po prostu dla tej osoby. Dokładnie tak jak... ta osoba.
Ale chuj, bo mi za bardzo zależ(ało)y, bo nie chciałam stracić tej osoby, bo właśnie... racja. Wszystko wynika z braku pewności siebie. Meh.

Jak być NAPRAWDĘ pewnym siebie. Bo udawaniem to tutaj nie zajdzie się daleko : /
Chyba nawet Bóg nie zna odpowiedzi na to pytanie.

I tym beznadziejnym akcentem kończę mój wpis na dzisiaj.

Miłego weekendu.
<na koniec coś fajnego>
https://www.youtube.com/channel/UCDo0AqIxLLQ3T0XDkAYoB0Q/playlists
 

 
Od czego zacząć... Zacznę od tego, że lepiej się czuję! Czuję się mniej pusta. Moje życie zaczyna coś wypełniać. Jakby to najlżej powiedzieć... Jest coś (coś? nie...) co... zapaliło we mnie iskierkę. Taką iskierkę czucia, życia. Jakby to inaczej powiedzieć... Wyobraźcie sobie miejsce na ognisko, a na nim stertę gałęzi, patyków i drewna. Samo się nie zapali, no nie? Więc trzeba podpalić. Wyobraź sobie, że trzymasz w ręku zapałkę i podpalasz jedną jedyną gałązkę. I to właśnie jest to! Właśnie tak wyglądała ta iskierka : )
Ale nie. Tylko nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem zakochana ani nawet zauroczona. Tylko mechanizm jest tak jakby ten sam. Życie jest nieprzewidywalne. Nie spodziewałam się takiego "wyjścia" z sytuacji i... tylu paradoksów.

Czy nie uważacie, że na pierwszy rzut oka dziwne jest to, że biedni ludzie dają innym więcej niż bogaci? Prosty przykład: zbiórka żywności z Caritasu. Najwięcej dawali biedni, starsi ludzie. A ci bogatsi prawie wcale.
Stwórzcie sobie analogię.

Ostatnio doszłam do wniosku, że to zdanie/sentencja/złota myśl jest w 100% prawdą:

"Pamiętaj: Kochaj siebie, ponieważ jeśli nie będziesz siebie kochać, nikt inny nie będzie w stanie pokochać ciebie."

Pewnie sobie teraz myślicie coś w stylu "Wow jaki zapłon. Naprawdę? Żal".
Ale tak naprawdę to teoria niewiele jest warta w porównaniu ze zrozumieniem czegoś na podstawie doświadczenia.
I znowu porównam to do czegoś innego. Wyobraź sobie, że studiujesz/uczysz się fizyki i budowy maszyn. Chcesz w przyszłości zostać mechanikiem samochodowym. Czytasz podręcznik, w którym autor ogólnie opisuje mechanizm pewnego urządzenia, które znajduje się w samochodach. Tam jest napisane, że trzeba kręcić korbką w prawo. W lewo się nie da. Ale ty widziałeś (będę pisać z końcówkami męskimi, bo zwracam się do każdego c z ł o w i e k a, który to czyta. Bez urazy : )) Ale ty widziałeś, że mechanicy w zakładach kręcili w lewo i jakoś im wychodziło. Może z trudem, ale zawsze jakoś. Postanawiasz, że spróbujesz jak będziesz w zakładzie na uczelni na zajęciach praktycznych. Ale pech... złamałeś rękę. Postanawiasz, że nie będziesz na razie wchodził do warsztatu, bo ze złamaną ręką nic tam nie zrobisz. Pewnego dnia wchodzisz do piekarni. Spotykasz pracującego tam kolegę, który pokazuje ci zaplecze. Zauważasz tam maszynę, która ma taki sam mechanizm jak tamten w samochodach.

Zachwycasz się nią...

Postanawiasz spróbować, czy da się pokręcić w lewo. To ryzykowne. Wiesz, że to ryzykowne, ale nie przywiązujesz do tego wagi. Próbujesz. Jakoś idzie, ale... maszyna prawie pęka. Teraz wiesz, że to już nie zadziała. Najlepszy sposób był opisany w książce. Dotyczył wszystkich maszyn z tym samym mechanizmem.

Wiecie co chcę przez to powiedzieć?

Opowiedzieć moje doświadczenie...

Tylko my mamy wpływ na to jak o sobie myślimy, jak postrzegamy świat, jakie sygnały dajemy innym. Nawet jak twoja druga połówka będzie ciągle cię chwalić, a ty nie będziesz się z tym zgadzać, będziesz ciągle nieszczęśliwa/y. W końcu druga osoba się wkurzy xd Narzekanie na siebie i wszystko wokół tylko zniechęca innych do nas. Ciągle jesteśmy smutni, jak możemy wokół znaleźć dużo bardziej optymistycznych powodów - dlaczego? Po co? Nie! Ja tak już nie chcę. Smutek i cierpienie to nie jest coś za co ludzie mogą cię pokochać, zaopiekować się tobą. Wstyd się przyznawać... ale kiedyś tak TROCHĘ myślałam. Że jak będę wydawać się smutna to ktoś się mną zainteresuje i zaopiekuje. (A przy tym jakkolwiek było, zawsze odpowiadałam "dobrze" na pytanie "co tam?". To tak nie działa. Na szczęście. Ludzie nie szukają powodów do smutku tylko do radości. W takim razie trzeba im te powody dawać. I sobie także. Tyle w tym temacie.
Jeszcze filmik Kuby : )
Następne: zastanawialiście się pewnie kiedyś nad miłością. Kilka dni temu odkryłam jej kolejną tajemnicę. Miłość do KAŻDEGO człowieka zaczyna się zawsze tak samo. Różnica polega tylko na sile tego uczucia.
Zastanawiam się teraz, czy użyłam właściwego słowa: miłość. Bo miłość jest definiowana jako bardzo głębokie uczucie do kogoś. Miłość jest ostatnią fazą... i teraz... czego? No właśnie. Czego. Gdy kogoś poznajemy i czujemy coś do niego to co. To nie jest miłość z definicji. Co to w takim razie jest? Zakochanie? Nie. Nie umiem tego nazwać. Jeśli znajdujemy "partnera życiowego" to to coś się w nas rozwija, coraz bardziej, aż do najwyższego stopnia, a potem trwa. Ale też czujemy to coś do innych osób, ale wtedy lżej. Czasem leciutko, a czasem mocniej. Tylko zawsze w ten sam sposób....
Czuję to coś czego nie mogę określić... Może to nie jest jakieś niezwykłe (w sensie SAMO uczucie, bo do osoby to mam wątpliwości..), ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym tak bardzo jak teraz, gdy zrozumiałam jak to działa (czyli zawsze tak samo, tak jak mechanizm w różnych urządzeniach). Zrozumiałam swój błąd z przeszłości. Ten z tym, że trzeba pokochać siebie. Ale jednego jeszcze nie rozpracowałam... Tego, że ja zawsze ZA bardzo i ZA mocno. Utknęłam jak na razie w tym punkcie. Potrzebuję pomocy. Rozpierdalam tym system. Niestety nie pozytywnie. Ups.

Polecam moje playlisty na youtubie
https://www.youtube.com/channel/UCDo0AqIxLLQ3T0XDkAYoB0Q/playlists
Najbardziej "World of safety".

A to rozwaliło mnie na kawałeczki... Moje introwertyczne wnętrze rozpada się, oddycha i relaksuje... Najlepiej smakuje bardzo głośno <3
----------------------------------------------------------------------------------------------------

A tak z innych rzeczy. Byłam na zbiórce żywności z Caritasu. Jedno wiem: mój uśmiech działa na ludzi : D Jedna pani, której dałam na wejściu ulotkę, jak wychodziła to jeszcze powstrzymywała uśmiech xd Inni też się uśmiechali. Było milutko.
I... spotkałam NICOLĘ!!! Nie poznałam jej, bo nie widziałyśmy się jakieś 5 lat... Ona mnie rozpoznała hehe Miałyśmy się spotkać w sobotę, ale byłam chora. Jeszcze tak całkiem mi nie przeszło, ale teraz przechodzę przeziębienie wyjątkowo łagodnie. Cieszę się z tego! : D

Brałam udział w targach pracy jako organizatorka z Biura Karier. Nie było źle, nawet spoko. Od 7.30 do 14.30. Niestety miałam mało energii, bo byłam chora ;c Spotkałam Basię <3

Zepsuł mi się aparat ;c Akurat jak jest tak pięknie!! ;c Nie chce się zamknąć...

Mam w planach dokończyć opowiadanie, które pisałam jakieś 2/3 lata temu ; )
I jestem w połowie pisania short story o niedźwiedziach, bo mnie natchnęło ^^ English ^^

Na koniec dodam pseudowiersz, który ostatnio napisałam:

Diabły w czystych szatach

Ziejąc nienawiścią dobro promują
Sfałszowane idee w złoto zamieniają
sprzedając naiwniakom za cenę wolności.
Lek na każdy kłopot.

Pokolenia frustracji. Wierzą obietnicom.
Mrocznym, pustym, nieograniczonym…
Zrobią dla nich wszystko.

Diabelskie lisy w czystych szatach.
Manipulacja –
Strach, terroryzm.
Żądza i obłuda.

Pokolenia wypaczonych idei zginą. Zanim uwierzą w Miłość…

Nie będę wam tego interpretować. Zinterpretujcie sobie sami. Ile osób, tyle interpretacji pewnie. No i dobrze xd Dla ułatwienia podam wam o co mi chodziło z "pokoleniami frustracji": http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9099/Ch%C5%82opcy-i-dziewczynki-do-bicia/
Nie sugerujcie się tytułem. Często mam skróty myślowe, więc może to jedno wytłumaczę. Chodzi mi o to, że ludźmi z "pokolenia frustracji" łatwo jest manipulować, bo nie umieją myśleć samodzielnie. Myślą wg zasad, których ich nauczono. Myślą, że to jest jedyna i słuszna prawda. Tyle.
P.S. Ja odpowiadam tylko za to co napisałam, a nie za to co wy zrozumieliście : )

Pytajcie na asku: http://ask.fm/potworek26
Piszcie komentarze! Bo tyle odwiedzin, a nikt nie chce pisać ;c
 

 
W moim przypadku to była jedna osoba. Wiadomo kto.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałabym, żeby wszyscy byli sobie równi i tak samo siebie szanowali. Dlaczego ludzie, którzy są na wyższym stanowisku ustawiają resztę i wywyższają się ponad innych? Nie rozumiem ludzi z tytułami, którzy uważają, że są lepsi od tych, którzy tych tytułów nie mają. Dodatkowo wszyscy mają ich traktować lepiej, a oni mogą sobie nimi pomiatać. Myślę, że nie powinno tak być. Każdy jest wartościowy niezależnie od stopnia edukacji. Co to wgl za wyznacznik. Można być profesorem i mordercą, gwałcicielem albo złodziejem. Można też mieć wykształcenie gimnazjalne, ale za to mieć wspaniałe cechy osobowości, być człowiekiem z którym przyjemnie jest spędzać czas i który kieruje się w życiu miłością do każdego człowieka.
Uprzejmość wobec osób na wyższych stanowiskach jest taka... sztuczna. Czy oni tego nie widzą? Sami są w sumie sztuczni i sztywni w swojej oficjalności. Świat biurowy i administracyjny jest bardzo smutnym światem bez spontaniczności...
Gdybym mogła, zmieniłabym to. Ale ten świat tworzą ludzie, a ludzi i ich charakterów się nie zmienia.
http://ask.fm/potworek26/answer/120776758313 - tutaj jest co myślę o rodzinach wielodzietnych, które nie radzą sobie materialnie i ogłaszają się w telewizji albo w gazetach. Najpierw chcą dużo dzieci i nie zastanawiają się czy będą mogli je utrzymać przez 18 lat, potem brakuje im kasy, a mimo to rodzą następne. Trzeba chociaż trochę myśleć realistycznie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie umiem namalować motywu galaxy ;c Ten rysunek przedstawia poczucie bezpieczeństwa. Nie twierdzę, że dobrze mi wyszedł.

Zastanawiam się nad wykreowaniem nowej siebie. Możliwe, że to zrobię, ale jeszcze nie teraz. Na pewno zmienię/zmieniam w sobie dużo. Potrzebuję siły i relaksu.
Zapraszam teraz na post niżej
 

 

Nowy semestr. Już wiem, że będzie ciężko. Chyba źle wybrałam te studia, bo to wygląda jak polski tylko, że po angielsku. Chciałabym się nauczyć perfekcyjnie angielskiego, tak żeby umieć rozmawiać i rozumieć co ludzie mówią, ale niekoniecznie chcę uczyć się językoznawstwa, historii Wielkiej Brytanii z trochę odchylonym profesorem albo interpretacji literatury razem z jakimiś terminami, których nie rozumiem po polsku, a co dopiero po angielsku.
Powinnam nabrać dystansu do świata, bo znowu wszystkim się przejmuję i stresuję.
Na przykład pracownikami z dziekanatu, którzy nigdy nic nie wiedzą. I dyrektorami, którzy nie rozumieją problemów studentów i nie umieją czytać. Chciałam złożyć podanie o zmianę grupy, bo przedmioty mi się nakładały. Najpierw nie wiadomo było wgl kto się tym zajmuje, byłam odsyłana z dziekanatu do sekretariatu i odwrotnie. W końcu złożyłam. Dostałam odpowiedź negatywną, bo w grupie do której chciałam się przenieść było więcej osób niż w tamtej. Ale heloł, plan mi nie pasował! Napisałam do jakiejś szanownej pani profesor, która z łaski się zgodziła. Zapytałam ją w jakich godzinach oraz gdzie jest dostępna we wtorki i w środy. Odpisała, że jest we wtorki i w środy.
Tak...
Zaczęłam zdrowiej się odżywiać. Zrezygnowałam z McDonalda i KFC, hot-dogów i zapiekanek z Żabki. Uważam na sosy. Hot-dogi jem jak już umieram z głodu, a do domu jeszcze daleko xd Uwielbiam owoce, robię sobie czasem sałatki owocowe <3 Ostatnio mam fazę na kiwi hyhy Do tego jabłka, winogrona, mandarynki. Czekam na lato aż będą borówki, truskawki, jagody, porzeczki... Mmm <3
Dzięki tacie zaczęłam też czasem robić sobie płatki owsiane : )
https://instagram.com/p/zIp4SCmWTZ/?modal=true

W ferie spotkałam się z Konstancją i Olkiem! Byliśmy w kinie na "Hobbit. Bitwa pięciu armii", a potem poszliśmy na pizzę. Dziękuję : )
Jeśli chodzi o filmy to obejrzałam w czasie wolnego też Czarnego Łabędzia. Myślałam, że to będzie normalny, zwykły film o baletnicy, która zmaga się z presją i konkurencją przed finałowym występem, ale to był jakiś horror! Krew, duchy, pomieszanie fikcji z rzeczywistością... Czasami aż do przesady. Ale podobało mi się. Mimo tego, że było strasznie...

Polubiłam pastele: http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

Umówiłyśmy się z Iwonką, że napiszemy do siebie listy. Ja mam napisać pierwsza. Już niedługo hyhy
Pisanie listów jest ciekawe.
W środę wreszcie idę do Agnieszki. Dawno się nie widziałyśmy.
Najgorszy w moim planie jest wtorek, bo mam od 8 do 18.15 z tylko jedną przerwą ;c Chyba będę wychodzić wcześniej z ostatnich zajęć, bo naprawdę ciężko jest wytrzymać. Zazdroszczę tej nauczycielce, która przychodzi tylko na nasze zajęcia i jest pełna energii.

Pozdrowionka dla wszystkich <3
  • awatar Suka Kessy: ale naprawde te studia też mogą dużo Ci dać...każdemu jest ciężko, nie ma co się załamywać na początku :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Myślę, że rozbicie długich postów na mniejsze jest dobrym pomysłem. W tym napiszę recenzje kilku kosmetyków, z których jestem zadowolona.

1. Pro Formula - World's Garden - Aloe Vera (z aloesem i witaminami)
Jeden z najlepszych szamponów jakie miałam.
○ kupiłam w Tesco
○ kosztuje ok. 5,99zł
○ włosy dobrze się rozczesują, są miękkie i piękne <3
○ i nie wyglądają jak kupa siana xd
○ sam szampon jest wydajny i dobrze rozprowadza się na włosach
○ dodatkowo ładnie pachnie <3

2. Podkład So Matte (Perfect Stay) z Miss Sporty z witaminami, kolor Ivory - kość słoniowa
○ płynna, lekka konsystencja, dokładnie taka jak lubię
○ nie podkreśla mocno skórek
○ nie zostawia efektu maski
○ jest wydajny ;3
Bardzo polecam ^^

3. Krem do rąk Cztery Pory Roku z aloesem i zieloną herbatą do suchej skóry
○ nie jest bardzo tłusty, dlatego można już po krótkim czasie dotykać różnych rzeczy bez obawy, że zrobi się gdzieś plamę
○ bardzo ładnie pachnie <3
○ jest tani i wygodny w użyciu
○ w miarę dobrze nawilża

4. Mleczko i tonik do oczyszczania i demakijażu z koziego mleka Ziaji
Delikatne i skuteczne. Wreszcie nie muszę wydłubywać resztek tuszu z oczu... Przynajmniej nie tak dużo xd Kupiłam na przecenie w drogerii Natura.

5. Krem nawilżający Nivea.
Jest tłusty, ale nawilża najlepiej na świecie! Dla bardzo suchej skóry. Polecam też na lato do kremowania i nawilżania nóg po goleniu Będą gładsze ^^

6. Izotoniczny roztwór wody morskiej
Do nawilżenia nosa, szczególnie na zimę, gdy jest mroźno albo jest suche powietrze od kaloryferów.
Zapobiega krwotokom z nosa

Zaczęłam robić projekty, ale stwierdziłam, że mi się nie podobają i nie skończyłam. Ups.

Buziaczki : *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czas na temat o miłości. Miłość jest skomplikowana. Czytając dużo o niej od strony psychologicznej dowiedziałam się, że będzie mi strasznie trudno zbudować z kimś trwałą relację. Po pierwsze boję się bliskości. Nie takiej jak na początku związku. Tylko takiego jakby przywiązania. Nie wiem jak to określić. Braku swobody? Niezależności? "Duszenia się" w relacji. Po drugie partnerzy dobierają się na zasadzie takiej, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Dodam tutaj fragment z magazynu "Charaktery". Jakby ktoś chciał cały to mogę przesłać e-wydanie za jakąś opłatą ;d Info na asku jak mnie nie znacie: ask.fm/potworek26 (pytajcie o to), a jak znacie to na fb.

Gdy są uczucia i emocje to wtedy wszystko wydaje się możliwe... Potem sprawy się nieco komplikują. Dlatego się boję. Kiedyś się nie bałam. Miałam nadzieję. Ale nadzieja prysła w konfrontacji z rzeczywistością. Poza tym nie chcę być z byle kim, z kimś do kogo nic nie czuję. To bez sensu. Dużo chłopaków pisze do mnie na gadu, ale pomijając to, że prawie wszyscy to ziemniaki, a reszta zboczeńcy to to tylko gadu. Tylko internet.
Ostatnio spotkałam się z Iwonką. Zazdroszczę jej, że czuje coś do chłopaka, który napisał do niej na gadu, że jest piękna i że ją kocha. Po pierwszym spotkaniu już byli razem.
Teraz nie czuję, nie mam motylków i żadnej motywacji. Utkwiłam w jakiejś pustej rutynie. Błagam, niech to zacznie się zmieniać, bo chcę być normalną, wesołą nastolatką (jeszcze), a nie znudzonym życiem dorosłym, któremu dobrze tak jak jest jakkolwiek jest.
Czasem tak bardzo kogoś potrzebowałam, że czułam, że mogłabym być z kimkolwiek... Chociaż może nie w związku. Chciałam mieć kogoś do kogo mogłabym się w każdej chwili przytulić, porozmawiać... Chyba za wysoko się cenię, żeby oddawać pierwszy pocałunek nieodpowiedniej osobie ^^ Może to i dobrze xd Z drugiej strony byłoby barwniej, gdybym była bardziej wyluzowana w tych sprawach, ale bez przesady : D
Zaczyna mi się włączać gen autodestrukcji.
Rysunek przedstawia mój stan. Ta góra lodu to moje serce, w środku którego tkwi zamrożone uczucie. Żółte promienie przedzierające się przez gęsty las to wszystko co ludzie robią dobrego dla mnie, co topi trochę lód mojego serca. Gęsty las to moje lęki, obawy i wszystko co przeszkadza mi przyjmować do serca ich małe, dobre gesty lub słowa. Czarna bela lub złowrogi cień złego ptaka to przeszkoda zewnętrzna. To jakby ograniczenia. ONA. Po prawej jest pustka, czyli to co czuję teraz. Bezemocjonalna rutyna z wyjącym wichrem bezmotywacji i PUSTKI.

Ktoś wie jak przywrócić radość życia?

Czasami włącza mi się taki optymizm z niczego. Jak na przykład teraz albo wczoraj. To dobrze. Nie lubię przejmować się drobnymi rzeczami. Nienawidzę się przejmować. Ale często mi nie wychodzi, niestety. Właśnie mi przyszło do głowy, żeby ustalić sobie jakieś małe cele. No i nie tracić z oczu tych większych. No i pokonać ten głupi strach. Oh God...

Pozdrawiam Iwonkę (i Daniela też)
Zamieszczam jeszcze fanpage Iwy: https://www.facebook.com/pages/Cz%C5%82owiek-z-artystyczn%C4%85-dusz%C4%85-3/897731933593839?fref=ts

Ciasteczkowy potworek:
 

 
To będzie moje jedno z głównych zajęć podczas ferii. Już właściwie jest Muszę powiększyć zasób słownictwa. Moje czytanie wygląda tak, że siedzę przy lapku, sprawdzam słówka których nie wiem, a jak jakieś jest warte zapamiętania to robię z tego fiszkę. Książka jest bardzo przystępna, na poziomie B2 xd

♥ ♥ ♥

Basia odeszła z Caritasu... [*] Dostała lepszą propozycję pracy. Smutno mi z tego powodu, bo Caritas bez Basi nie będzie już nigdy taki sam. Basia zawsze ożywiała atmosferę i sprawiała, że nigdy nie było nudno ani smutno. Zawsze było specyficznie i nigdy tak jak gdzie indziej. Tak radośnie, lekko, wesoło i spontanicznie : ) Po prostu to była Basia. Strasznie szkoda, ale z drugiej strony rozumiem jej decyzję.
I tak dalej będę udzielać się w Caritasie, bo to jest najlepsze wolontariackie miejsce, w jakim byłam : ) Oczywiście dzięki Basi i innymi kochanym znajomym : D O wiele lepsze od KSM-u albo Biura Karier.
A tak wgl to zostałam ambasadorką Biura Karier UZ-tu. Tak z przypadku w sumie. Wysłałam zgłoszenie tak, żeby wysłać i mnie wybrali. Ale chyba wszystkich wzięli : p Nie wydaje mi się, żebym tam się nadawała czy coś, ale mogę być. Ostatnio stałam na stoisku promując Biuro na dniu KGHM-u na wydziale mechanicznym. Szczerze mówiąc nie podobało mi się. Było zbyt oficjalnie i zbyt sztucznie jak dla mnie. Ale takie rzeczy też na pewno są mi potrzebne, żeby wypróbować siebie w różnych sytuacjach i znaleźć swój własny sposób zachowania w różnych okolicznościach.

♥ ♥ ♥

Mam problem z krążeniem, bolą mnie żyły i muszę brać tabletki. Kuźwa... To jest chyba początek żylaków. Trzeba "zabić to zanim złoży jaja" xd Mam plan szybkich spacerów:
"Przez pierwsze 4 dni maszeruj 45 minut dość szybkim, ale długim krokiem. 5. dnia zrób sobie przerwę. W dniu od 6. przyspiesz kroku (ale nie biegnij) tak, aby w zadanym czasie przebyć dłuższy dystans (zacznij po prostu „drugie okrążenie” na trasie). Szybsze tempo utrzymuj aż do dnia 10. Następnego dnia odpocznij.
W drugim etapie wybierz trasę średnią, w trzecim – trudną. Przez pierwsze 4 dni trenuj tak samo, jak w pierwszym etapie. 5. dnia zrób sobie przerwę. Od 6. do 10. dnia stopniowo przyspieszaj kroku tak, aby codziennie pokonywać coraz dłuższą trasę w zadanym czasie (nie biegaj). 11. dnia odpocznij."
Czasem wracam na pieszo z uczelni i to jest jakieś ponad 4km. Wykorzystam to na te ćwiczenia. Mam nadzieję, że pogoda albo ciężka torba nie popsuje mi planów ;3
 

 
Kończy się semestr, a ten okres jest chyba najbardziej stresujący. Za mną już tydzień zaliczeń. W tym tygodniu dowiem się czy wszystko zdałam. Potem mam tylko egzamin z psychologii. Najbardziej denerwuję się fonetyką... Reszta jest spoko.
Nie ma to jak zrobić prezentację grupową w jeden wieczór : ) Jesteśmy genialne. Dostałyśmy 5. Ale babka powiedziała, że wyobrażała to sobie inaczej ^^ Trudno. My tak, jak zrobiłyśmy. I jest git.
Nie mam nastroju ani weny na zrobienie czegoś kreatywnego. A miałam nadzieję, że jednak mnie natchnie... Wszystko mi obojętne. To jest takie nijakie, zwykłe i nie ma sensu. Nie lubię być zwyczajna. Znowu widzę swoje życie bez emocji i bez celu. Może ma to też swoją zaletę... Pomaga mi zachować spokój i nie zwariować w tym mieście i w tym domu.
Dla odmiany zaproszę was na mojego instagrama:
http://instagram.com/world_of_emotions
Obserwujcie, lajkujcie, oglądajcie.

Ostatnia "odkryta" piosenka:

To straszne, ale przyzwyczajam się do takiego stanu rzeczy jaki jest... Ale nie chcę! Chciałabym coś zmienić, ale jest mi to obojętne... i boję się przeszkód.

Nie czuję się dobrze gdy ludzie z góry mnie oceniają zanim zdążą ze mną zamienić zdanie. Nienawidzę gdy patrząc na mnie już mają do mnie "jakiś" stosunek. Nie jest to przyjemne, gdy od razu coś zakładają nie dając mi szansy pokazać, że ich ocena jest błędem. Cieszę się, że CHYBA nie mam w swojej grupie takich osób. Bo rozmawiając z takimi, cokolwiek się nie powie lub nie zrobi to i tak będą mnie uważali za taką jaką sobie wymyślili (dosłownie) na starcie. Szkoda, że ich oceny orbitują wokół tych niezbyt pozytywnych.
Na szczęście mam wokół siebie dużo, dużo więcej miłych i kochanych osób : )


W środę idąc deptakiem poczułam się bezpiecznie. Poczułam jak miłość muska moje serce... (wow, jak poetycko) Pomyślałam sobie, że może ludzie nie są tacy źli jak mi jest wmawiane. Jeśli Indianin z Peru zostawia swoje płyty na środku deptaka ufając ludziom, że go nie okradną i oni tego nie robią, to na pewno nie są tacy okrutni. Nie wszyscy. Poczułam się szczęśliwa, bo na chwilę przeszłam do świata w którym jest tylko miłość... Muzyka z jego płyt jeszcze bardziej podkręciła moje wyobrażenie. I zaczęłam się uśmiechać... Przez chwilę było tak bezpiecznie, tak jak powinno być...

Ale tak naprawdę... Mimo tego, że niby wiem jak powinno być. To i tak mam wątpliwości czy umiałabym stworzyć z kimś magiczny związek pełen krystalicznie czystej miłości... Przykłady z domu bardzo zatruwają moje idealne wyobrażenia. Ja tak nie chcę. Chcę zaprzeczyć regułom psychologii, gdzie dzieci nieświadomie biorą przykład z rodziców, chociaż robią wszystko, żeby tak nie było...

A z resztą... Czy ktoś by mógł mnie pokochać... Tak na serio...?

Czasem mam wrażenie, że odpycham od siebie ludzi.

Ostatnio mam dziwny gust muzyczny. Cokolwiek to oznacza. Ale to chyba przejściowe. Ogólnie dzisiaj mam dziwny nastrój. Nie poznaję siebie...

Tak swoją drogą to ciekawe jak inne pary rozdzielają swój budżet, jak podejmują decyzje we wspólnych sprawach, jak robią wszystko tak, że nadal są ze sobą blisko... No ci którzy wgl są po iluś tam latach. Jakie mają zdrowe "recepty" na trwałe relacje.
Brakuje mi dobrych przykładów z realnego życia.

Bardzo pasowałoby tu wstawić jakiś projekt albo obraz. Ale niestety żadnego nowego nie mam.

Pytajcie na asku: ask.fm/potworek26

No i komentujcie moje posty tutaj na blogu. Mam tyle odwiedzin, a tak mało komentarzy. Jest tak pusto...
Zapraszam do pisania i mówienia, bo chcę was posłuchać (i poczytać).

Na koniec dodam coś wesołego, żeby nie było tak INTROWERTYCZNIE:
 

 
Dzisiejszy post będzie o wszystkim, czyli o tym co mam do napisania i o tym co mi się przypomni na bieżąco ;3
Zacznę od mojego ostatniego spostrzeżenia po oglądaniu internetów i obserwacji ze świata rzeczywistego (który jest oczywiście ważniejszy, ale to zjawisko akurat jest porównywalne w obydwu). Otóż miarą atrakcyjności dziewczyn jest to, czy się malują czy nie. Pomalowana znaczy atrakcyjna. Naturalna, bez makijażu - brzydka. Ile razy słyszałam na ulicy komentarze: "o, patrz jaka ta piękna!" itp. itd. tyczące się dziewczyn z perfekcyjnym makijażem i fajnymi ciuchami. A jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym co do tych "zwykłych".
Wszystkie dziewczyny byłyby uważane za ładne, gdyby się malowały.
Te zdjęcia są genialne:
Tak więc no...

Poza tym to mam kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Nie chodzi mi o dziewczyny z gazet czy z telewizji, ale z rzeczywistości. A z resztą, nieważne.

Polecam obejrzeć. Trochę przerażające. "Jakubie, zrób mi loda" z Tabalugi (plus te dwuznaczne odgłosy później...przy tym wymięka:

Tak sobie pomyślałam, że chciałabym się jeszcze raz urodzić, ale z tą samą osobowością i taka jaka jestem, tylko że gdzie indziej. Ale potem stwierdziłam, że to życzenie jest niebezpieczne, bo mogłoby się spełnić w niewłaściwy sposób. Na przykład przez chorobę. A tego nie chcę.



Przedwczoraj byłam na spotkaniu Caritasu ;3 Mamy trochę rzeczy do zrobienia. 21. idziemy do noclegowni śpiewać kolędy bezdomnym, tydzień później mamy warsztaty z pierwszej pomocy, potem idziemy do hospicjum lub szpitala odwiedzić chorych. I mamy kolejne warsztaty, które sami sobie organizujemy. Muszę znaleźć kogoś kto poprowadzi fotograficzne. Patryk podsunął mi pomysł, żeby ich tematem był reportaż. Bardzo fajnie, ja też się wtedy czegoś nauczę, bo nie bardzo wiem jak taki robić. Warsztaty będą na wiosnę raczej i w sobotę, bo wtedy będziemy mogli wyjść na dłużej i pofotografować więcej niż tylko gołe gałęzie, ciemność i naszą piękną salę z kuchnią.
Ach te pierogi z Biedronki, które Basia lepiła całą noc haha

Funda funda funda tota risibunda XD

No i oczywiście IV ORSZAK TRZECH KRÓLI w Zielonej Górze : ) Były TŁUMY ludzi. Byłam z mamą. I tak się jakoś wkręciłyśmy, że szłyśmy bardziej na początku za jakimś królem xd A większość ludzie stała za taśmą... Były ciekawe sceny. Np gdy Herod siebie wychwalał i powiedział coś takiego śmiesznego, ale już nie pamiętam ;c I jak śmierć przyszła po Heroda - to było takie dramatyczne, bo na końcu ucięła mu głowę xd
Tylko zimno było i przemarzły mi stopy ; p
Takie starsze panie na poważnie spytały się diabłów gdzie iść, on je pokierował odwrotnie, a one mu podziękowały i tam poszły : D LOL
I wgl diabeł powiedział do mnie, żebym ścięła włosy czy coś w tym stylu.
A anioły sypały piórka <3
http://zielonagora.naszemiasto.pl/artykul/orszak-trzech-kroli-w-zielonej-gorze-na-zdjeciach,2693102,gal,t,id,tm.html
http://rzg.pl/radio-zielona-gora/tysiace-zielonogorzan-na-iv-lubuskim-orszaku-trzech-kroli/

A teraz dodam to:


Pani od informatyki oczywiście znalazła jeszcze masę błędów w mojej pracy, ale i tak oceniła ją na maksa. Cieszę się.

Zobaczcie jeszcze moje zdjęcia zachodu słońca i moje malunki : )
http://fearofemotions.deviantart.com/gallery/

Niestety jestem już zmuszona skończyć wpis, więc życzę wam miłego dnia lub wieczorku <3
Buziaczki : D hahaha