• Wpisów: 227
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:31
  • Licznik odwiedzin: 27 028 / 1704 dni
 
kaszagryczana
 
Witajcie. Ostatnio (jak zwykle) nie mam czasu i dlatego ta notka pojawia się dopiero teraz :)
Chciałabym uraczyć was jakimiś moimi obrazkami, które namalowałam, ale niestety nic takiego nie mam...  Jedyne co powstało to kartka z podziękowaniem na zajęcia z korespondencji. Trochę mi za to wstyd, bo mam ochotę zabrać się za tworzenie czegoś.
Na szczęście nie jest tak źle, bo w któryś wtorek wybrałam się na spacer po parku i porobiłam jesienne zdjęcia. Tak, zdążyłam przed opadnięciem liści i brzydką pogodą jaka teraz odwiedziła Polskę.
fearofemotions.deviantart.com/gallery/ - jak zwykle link do mojej galerii
Widzę tu też jedno zdjęcie z koncertu w dzień Odzyskania Niepodległości. Nie byłam na głównych obchodach, ale poszłam zobaczyć na deptak, bo miały być fajne atrakcje. Troszkę się zawiodłam, bo spodziewałam się znacznie więcej czytając zapowiedź w gazecie. Był stragan z darmowymi babeczkami (załapałam się na jedną z ostatnich), herbatą, stanowisko artystyczne dla dzieci, czołg i jeden pojazd wojskowy oraz oczywiście ta mała scena na której występował ten pan z zespołem i śpiewał (jakże by inaczej) piosenki patriotyczne.
___by_fearofemotions-d9gau79.jpg
Publiczność najbardziej się ożywiła, gdy ten pan powiedział, że teraz on nie będzie śpiewał tylko oni mają i na scenę wkroczyła starsza pani. Zaśpiewała "Rozszumiały się wierzby". Ale tak pięknie i czysto, że wszyscy byli zachwyceni. Szacun dla niej.

Znowu zaczynam się czuć pusta w środku... To jest jedno z tych okropnych uczuć, które mi przypomina to czym byłam kiedyś, w liceum. Nigdy nie chcę do tego wrócić. Nigdy...
Tym co może mnie wypełnić jest jakaś pasja... Tylko jeszcze jej nie znalazłam. Inne się wypalają ;c Ale podobno tym co może mi pomóc znaleźć tą pasję jest rozwijanie abstrakcyjnego myślenia. Jak się za to zabrać... Jakieś podpowiedzi? ;c

Czuję się zmęczona. Nie wiem dokładnie czym. Chyba wszystkim. We wtorek miałam koszmary. Śniło mi się, że weszłam z koleżanką do galerii, a tam wszystkie sklepy były zamknięte, w środku pusto i tylko wszędzie na szybach wisiały kartki "do wynajęcia". Drzwi się zamknęły, a ja poczułam się jakby ściany przesuwały się w moją stronę i zacieśniały się wokół mnie... Jak jakiś atak klaustrofobii.... Wybiegłam z tej galerii najszybciej jak mogłam. Potem jeszcze chodziłam z mamą po lesie i ktoś za nami ciągle chodził.
To był bardzo realistyczny sen. Przynajmniej jeśli chodzi o emocje.
W rzeczywistości jak pierwszy raz widzę jak coś co tętniło kiedyś życiem jest zamknięte to czuję się zagrożona, trochę jak w pułapce. Nie wiem dlaczego.
Wczoraj zasnęłam podczas czytania powieści na filozofię. Znowu. Już drugi raz. Tym razem obudziłam się o 1:30 w pokoju z zapalonym światłem i w ubraniach. Poszłam się przebrać i bez problemu zasnęłam dalej. A teraz znowu chcę spać. Tylko trochę inaczej... xd Nie wiem jak to określić. Mam głoda na spanie.

Muszę zacząć ćwiczyć... regularnie. Najbardziej to cardio i interwały. Nad innymi jeszcze pomyślę :)
Poza systematycznością jeszcze kondycja byłaby potrzebna ;c

W poprzednim poście pisałam o tym, że coś mnie przytłacza. Czasem jest lepiej, a czasem gorzej. Ale to przekroczyło już pewną granicę, w moim umyśle. Każde wyjście z tego jest złe, bo ktoś na tym ucierpi. I tak ktoś już cierpi. A ja jestem powodem mimo, że nie chcę. Kiedy próbuję cofnąć się do tego jak było wcześniej to mam z tego powodu wyrzuty sumienia i czuję się winna, że nie spełniam czyichś oczekiwań. Nawet jak w tamtych momentach nie, to czuję to w podświadomości i później to wychodzi. Wiem, że to źle. Tylko nie wiem jak to zmienić...
Może zacznę czytać jakąś książkę i samo przejdzie.
Piosenka adekwatna do tematu.

Na następny tydzień mam 12 rzeczy do zrobienia i nauczenia łącznie z jakimiś quizami i esejami na zajęciach. Kilku nie muszę, ale byłoby fajnie się z tym w końcu wyrobić xd

Tak sobie pomyślałam... Że... Eh... Muszę to przemyśleć. Ciągnie się za mną jeszcze jedna moja wada. Nie tylko jedna, ale ta jeszcze z bardzo starych czasów. "Wydaje mi się", że jak będę coś robić dla ludzi, dawać im coś to wtedy mnie będą lubić bardziej niż kiedy będę z nimi rozmawiać i wgl, bo wtedy czasem nie zauważam granicy między podchodzeniem i rozmową, a narzucaniem się. Jeju, to jest trudny temat... : / Ale to tak nie działa. Bo wtedy znajomości opierają się na materializmie, a nie wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Dobra, koniec tego :X

Na zakończenie... Zastanawiam się nad czymś. Zastanawiam się czy nie podejść i nie pogadać z pewnymi osobami, tak normalnie o niczym. Nie chcę mieć wrogów i nie chcę nieporozumień między nami. Ale też z drugiej strony musiałabym wtedy zapomnieć trochę o tych właśnie nieporozumieniach i tym co mnie uraziło. Jak się na to zdecyduję to pewnie będzie to spontan. Nie wiem, to jest za trudne. Jak wszystko xd

  •  
  • Pozostało 1000 znaków