• Wpisów: 227
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:31
  • Licznik odwiedzin: 27 028 / 1704 dni
 
kaszagryczana
 
Nathalie ♥:

Przymierzam się do napisania tego wpisu już od dłuższego czasu. Najpierw chciałam napisać o miłości, bo poprosiła mnie o to Iwonka. O tym napiszę potem.

Zdałam wszystkie egzaminy w sesji w pierwszym terminie i jako pierwsza oddałam indeks. Nie było źle! Najbardziej stresowała mnie historia USA. Myślałam, że ludzie będą bardziej na to narzekać, bo mi było bardzo ciężko się tego nauczyć. A okazało się, że historia literatury była dla większości większym wyzwaniem, bo z tego nie zdało 60 osób na 89....  
Dużo ludzi poodpadało przez tą sesję... Będą powtarzać semestr albo całkiem zrezygnowali. Ciekawe jak będzie teraz.

Jestem zmęczona wszystkim... Bardzo nie podoba mi się plan. Prawie codziennie kończymy późno, zmula mnie na większości zajęć, we wtorek muszę siedzieć 8 godzin bez większej przerwy i nie mam kiedy zjeść jakiegoś obiadu -,- Ostatnio prawie codziennie spałam po przyjściu do domu. W dodatku z gorączką, bólem zatok i mięśni. A roboty jest coraz więcej...

Muszę poszukać praktyk na wakacje. I to jak najszybciej, bo potem może być problem.

Ale dosyć już o tych studiach!

Około 2 tygodnie temu zrobiłam sobie wyzwanie. Chciałam codziennie ćwiczyć. W większość dni mi się udało. Nigdy nie było tak, że nie ćwiczyłam z lenistwa. Albo źle się czułam albo byłam tak zmęczona, że nie mogłam nic już zrobić tylko zasnąć.
Teraz zacznę jeszcze raz. Tylko tym razem codziennie będę ćwiczyć coś innego. Najbardziej skupiam się na cardio i HIIT. Muszę jeszcze znaleźć jagody goji xd

Popatrzyłam właśnie w dół i zobaczyłam, że jeszcze nie napisałam co się wyjaśniło jeśli chodzi o rozmowę o pracę na której byłam (już w sumie dawno temu xd).
No więc tak... Poszłam na drugi etap rekrutacji (tak, zaprosili mnie) i dowiedziałam się na końcu rozmowy, że w ileś osób ci ludzie chcą kupić akcję za 12 000zł, żeby zarobić na niej i założyć od początku cały biznes mający polegać na wprowadzeniu do sklepów karty lojalnościowej zwracającej ludziom pieniądze z zakupów. I do tego trzeba mieć kapitał początkowy, którego ja nie mam.
A najlepsza jest kolejność w jakiej przedstawili mi wszystkie informacje... W ogłoszeniu było, że potrzebują do pomocy przy organizacji imprez masowych. Potem dowiedziałam się, że to będzie wprowadzanie karty lojalnościowej, rozpowszechnianie jej i wymyślanie różnych eventów albo gadżetów, żeby zachęcić ludzi do używania jej. Dopiero na samym końcu powiedzieli mi, że trzeba mieć pieniądze i że to dopiero będzie się rozwijać... No to pozdro. Czekam...

Zauważyłam, że mam coraz większe problemy z samooceną. Czuję się tak gorsza, że zaczynam zamykać się na innych ludzi, unikać rozmów i relacji... Powoli (albo może coraz szybciej) to już wymyka się spod kontroli... To nie z innymi jest coś nie tak tylko teraz ze mną. Pierwsze co bym zrobiła to zmieniła swój wygląd. Tylko, że jedna z tych rzeczy, które by mi pomogły wymaga kilku tysięcy złotych (nie, nie jest to operacja plastyczna), a druga trochę czasu.
A i tak prędzej czy później wyląduję w gabinecie na psychoterapii xd Może to będzie najlepsze rozwiązanie. Tylko na to też już trzeba mieć pieniądze.

Ostatnio dużo myślę o... Nim.
Słyszeliście kiedyś o pożyczaniu osobowości, identyfikowaniu się z innymi osobami itd? Odpowiedzi się nie doczekam, więc piszę dalej xd Wydaje mi się, że w liceum moja nieznana dla samej mnie osobowość czy też tożsamość (w każdym razie chodzi o to kim jestem, jakie mam cele, zainteresowania, poglądy na świat itd) zlała się trochę z Jego tożsamością... Chciałam być taka jak On, brałam z Niego przykład (jeśli chodzi o przykład to był serio b. dobry) i budowałam siebie na postawie Jego (to był ten czas w którym określałam siebie). Teraz już wiem, że żeby być sobą, dobrym człowiekiem itp to trzeba szukać wszystkiego w swoim wnętrzu. Tylko co zrobić, gdy to wnętrze jest puste albo są w nim rzeczy, których nie powinno być... I dupa, bo dalej nie wiem. W każdym razie wraz z końcem szkoły, jego wyjazdem itd (tak btw nawet się nie kolegowaliśmy...) przykład się skończył i część mojej osobowości opartej na Nim się rozpłynęła. I tak to trwa do dzisiaj. Czyli jest pusto.

Skąd ludzie biorą swoją "zawartość" (jeśli tak można to określić) jak jej nie mają? Jak oni to robią, że są czymś wypełnieni, wybierają jakieś wartości, style, zainteresowania, są "jacyś", "określeni"?
Weźmy np Przemka (wiem, że czytasz : D). Przemek interesuje się grami komputerowymi. Dużo gra w różne gry, studiuje to, lubi dużo o tym opowiadać i robi to ciekawie, uważa że to jest interesujące, poświęca na to czas, a mógłby w tym czasie robić dużo innych rzeczy. Mógłby się zastanawiać co robić, czym się interesować, myśleć godzinami o plusach i minusach różnych aktywności, szacować czy się nadaje tu albo tam, ale on już jest "wypełniony". Gry go zajmują. I właśnie nie tylko gry, bo też i np filmy.

A ja chcę być każdym i robić wszystko.

Chcę być uniwersalna, żeby się dopasować.

Żeby wszyscy mnie akceptowali.

Ale nie chcę...

Nie chcę robić wszystkiego. Nie chcę być KAŻDYM i NIKIM!

Nie chcę być NIKIM. Albo jakimś typowym, szarym człowiekiem tworzącym ludzką masę.

Chcę być sobą, kimś ważnym, tylko nie wiem kim jestem.

I chuj.

Często sobie wyobrażam, że jestem kimś innym.

I wgl to nawet nie wiem czy na pewno jestem bi. Dziewczyny też mi się podobają w ten sposób, ale jeśli chodzi o związki na całe życie.... to własnie nie wiem. Ja wgl nie wiem. Szkoda teraz ludzi na związki. Zniszczyliby sobie psychikę będąc ze mną :x XD

Miałam napisać coś o miłości... Napiszę w skrócie.
Nasze postrzeganie miłości zmieniło się dużo od dzieciństwa. Kiedyś kochaliśmy bezwarunkowo, bardzo ufaliśmy tym których obdarzaliśmy uczuciem (chyba to najbardziej się zmieniło...), wierzyliśmy im, wracaliśmy zawsze, robiliśmy piękne gesty... A teraz jest tego mniej. Wszystkiego jest mniej. Mniej zrozumienia, wyrozumiałości i cierpliwości też. Trudno jest wrócić do tego co było kiedyś po tym jak ludzie nas zranili, odrzucili... Trochę się zamykamy z wiekiem : /

A szkoda.

Wiecie co jeszcze zauważyłam? Że miłość nie jest wcale czymś trwałym i wiecznym. Bo w każdej chwili może się skończyć. Ktoś mówi, że kocha, a 2 tygodnie później okazuje się, że to już nieaktualne. Po prostu już ta osoba nie jest dla niego ważna. Tak po prostu. Uczucia się skończyły i koniec.

To smutne.

Miłość rodziców też wcale nie jest trwała. Rodzice kochają jak dziecko robi tak jak oni chcą, ewentualnie dopuszczają jakieś uchybienia, ale po przekroczeniu jakieś granicy ich miłość... się rozpływa. Ile jest rodziców, którzy opuszczają swoje dzieci, a nawet zabijają w skrajnych przypadkach? Właśnie.

Jest na świecie w ogóle coś trwałego, coś na czym można się oprzeć, na czym można polegać, do czego można wracać, coś co się nigdy nie zmieni?
Chyba tylko rzeczy materialne...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków