• Wpisów: 227
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 353 dni temu, 20:31
  • Licznik odwiedzin: 26 733 / 1650 dni
 
kaszagryczana
 
Właśnie wróciłam z kina z filmu Obecność 2. Poszłam z koleżanką Olą :)
I postanowiłam, że podzielę się z wami kilkoma refleksjami dotyczącymi filmu i... życia.
Dla tych którzy nie wiedzą: jest to horror opowiadający historię pewnej rodziny mieszkającej w nawiedzonym przez demona domu w Londynie, której ma pomóc małżeństwo zajmujące się zjawiskami paranormalnymi. Ta historia jest bardzo znana i była opisywana szeroko w mediach. Tak, film jest oparty na faktach.

Po pierwsze, film nie był dla mnie jakoś bardzo straszny... Owszem, były momenty przerażające, ale były też nudne, a nawet śmieszne. Ogółem dużo scen było przerysowanych. Najbardziej w tym wszystkim przerażał mnie fakt, że coś takiego wydarzyło się naprawdę i ta rodzina musiała mieszkać i żyć z czymś takim... I też na końcu kiedy było powiedziane w jaki sposób umarła Peggy w 2003 (chyba) roku... Co dowodzi, że mimo iż egzorcyzmy były udane, coś dalej "czuwało" nad tym domem... W życiu bym nie chciała tam mieszkać, nawet w tej okolicy. Brr... Dalej przerażająca była atmosfera i klimat filmu. Można było poczuć nie tylko strach, ale też obłęd i bezsilność (między innymi xd). Często było przytłaczająco. Ale najgorsza w filmie była zakonnica... Nic dziwnego, bo taki był zamiar twórców. Nie będę zdradzać szczegółów, ale jak ją sobie przypomnę to prawie mam ciarki. Prawie, bo mam teraz okres obojętności na emocje. Dlatego też między innymi wybrałam się na ten horror, żeby przywrócić się do życia.
Najlepsze jest to, że dzisiaj też rano na snapchacie pojawił się filtr (ten który dodaje się na twarz) dzięki któremu można było zmienić sobie twarz na tę właśnie zakonnicę... Wypróbowałam go, zapisałam sobie nawet to zdjęcie, a potem poszłam na film. Po filmie je usunęłam, bo już wiedziałam co to jest...

Zanim przejdę do refleksji o życiu... Przy wychodzeniu z korytarzy kina miałam wrażenie, że drzwi do galerii same się ruszyły ze 2 razy pod rząd. Może i byłam przewrażliwiona po takim filmie, ale nikogo akurat przy nich nie było, za nimi też nikt nie mógł stać, bo nie było miejsca... Dodam jeszcze, że były przywiązane jakąś nitką czy czymś do jakiegoś kołka w podłodze, żeby się nie zamykały. Dziwne, ale jakoś nie przejęłam się tym wtedy za bardzo. Ale teraz mnie to zastanawia.

No dobra... Wychodzi na to, że bardziej niż filmem przejęłam się ruszającymi się drzwiami. Ok.

Wracając do domu pomyślałam sobie, że dobrze by było być lepszym człowiekiem, bardziej cieszyć się z życia i z tego co jest tu i teraz. Po prostu doceniać to gdzie się jest, co się robi, cieszyć się że nie ma się takich zmartwień i problemów jak rodzina w Obecności. Często nie zwracamy uwagi na to ile pozytywnych emocji nas otacza, bo już się do nich przyzwyczailiśmy. Powinniśmy właśnie bardziej doceniać to, że jest nam dobrze.

Na całe szczęście demony nie przychodzą (najczęściej) jeśli ktoś ich do siebie nie zaprosi. Te dziewczyny niestety bawiły się w wywoływanie duchów (tylko raz, ale jednak) i tak to się skończyło. Trafił im się demon.

Pamiętajcie, nigdy nie wywołujcie duchów ani nie próbujcie z nimi gadać, a broń Boże wpuszczać ich do siebie. Nigdy żadnej interakcji z duchami! Zmarli muszą odejść.

Na razie, do następnego wpisu :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków