• Wpisów: 227
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 294 dni temu, 20:31
  • Licznik odwiedzin: 26 479 / 1591 dni
 
kaszagryczana
 
Tytuł napisany bez namysłu, ale zgodny z prawdą. Jest zimno i najbardziej chciałabym, żeby wyszło w końcu słońce. A jeszcze bardziej, żeby było lato. Na razie nie ma normalnej, wesołej jesieni z kolorowymi liśćmi i piękną pogodą do spacerów. Jest tylko zimno, pochmurno, szaro i brzydko. A jeśli chodzi o zimno to zimno mi prawie cały czas. W ręce : )

Dopadła mnie jesienna chandra. Znaczy... dopada mnie średnio co drugi dzień. Raz wstaję i czuję się beznadziejnie, mam ochotę umrzeć i nie mam na nic siły jak w liceum, a na drugi dzień jest już lepiej. Może to też zależy od tego jak wyglądam czy coś... Albo jak myślę, że wyglądam. Nie wiem. Wczoraj przespałam większość soboty, bo było ciemno i nie miałam siły wstawać z łóżka. A położyłam się tylko na chwilę po śniadaniu. Wstałam o 17 xd Czułam się strasznie...

Też tak czasem macie, że jak uczeszecie się w określony sposób (w moim przypadku w kitkę) lub ubierzecie w dane ubrania to czujecie się brzydcy, bezwartościowi i do kitu, a wasz dzień jest stracony? Albo czujecie się wtedy gorsi od innych? Pewnie nie i tylko ja jestem taka nienormalna xd

Wgl to powieka mi drga. Biorę magnez i nic... I włosy mi ostatnio wypadają. Jakieś osłabienie mnie wzięło. Choroba o nazwie 'wczesna jesień' -,-

Czasem przychodzi taki czas kiedy dochodzi do mnie pewnie rodzaj bólu mimo tego, że w większości emocje do mnie nie docierają i pozostaję obojętna na wszystko i pusta w środku. Trochę jakbym nie żyła. Kiedyś namalowałam taki obrazek: fearofemotions.deviantart.com/(…)My-emotional-state… Nadal jest aktualny. Ta góra lodu to moje serce. Szara przestrzeń to pustka z szalejącymi zimnymi wiatrami. A to z prawej to ludzie, którzy próbują stopić trochę mojego lodu, ale po drodze zostają zamrożeni lodowatymi oparami albo napotykają różne przeszkody.
A co do bólu... to nieważne. Czułam go rano. Teraz nie będę robić z siebie ofiary.
Napisałabym jeszcze parę rzeczy dotyczących emocji i psychologii, ale zostawię je sobie na kiedy indziej, bo mam na razie inny nastrój, a poza tym czekam na inny dzień. Jakieś tajemnice też muszą być.

W dwie ostatnie środy byłam w kinie najpierw sama na Bridget Jones 3, a potem z Olą na Dziewczynie z pociągu. Bridget dałabym mocne 8/10. Film świetny, można się pośmiać, zrelaksować i wgl. Czytałam dwie części książki (około rok temu) i się wciągnęłam. Ale trzeciej nie przeczytałam tylko zaczęłam xd
Dziewczynie z pociągu dałabym 7/10. Nie jestem dobra w opowiadaniu filmów i wrażeń z nich, więc powiem to lepiej krótko. Mimo, że film był dobry, było napięcie, realistyczne sceny, zaskoczenie (ogólnie dobra kryminalna historia) to drugi raz bym nie obejrzała dlatego, że to było bardzo smutne, refleksyjne i emocjonalne. Smutku i refleksji wystarczy mi na co dzień. I tak za dużo myślę. Tylko nie o tym co trzeba... -,-
Piosenka z Bridget Jones 3:

Zapomniałam napisać jeszcze o studiach xdd Tak, już się zaczęły. 3 rok leci. Plan mam w miarę spoko. W ten dni w które mam zajęcia mam też po jednym okienku. Mam też 2 dni luzu. Na szczęście : ) I mam kilka niepotrzebnych w życiu przedmiotów (jestem na filologii angielskiej jakby coś) jak np. Wojna w dziejach Europy (po polsku), literatura amerykańska, angielski jako język globalny i gramatyka kontrastywna.

W wakacje spotkałam się z Konstancją, która rozważa pójście do zakonu. Kiedyś zastanawiałam się co kieruje ludźmi, którzy się na to decydują i jak wygląda to "powołanie". Czy tym ludziom nie jest szkoda rzucać 'normalnego życia', wolności i związku z inną osobą na rzecz zamknięcia się w zakonie do śmierci.
Tak więc dowiedziałam się, że to jest jak związek tylko, że z Bogiem, a nie z człowiekiem. W sensie... moja koleżanka mi tego wprost nie powiedziała (żeby nie było, że zmyślam czy coś). To są moje wnioski. Po prostu ktoś kocha Boga bardzo bardzo mocno, jest przy Nim tak blisko myślami, modlitwą itd., robiąc różne rzeczy myśli o Nim jak o ukochanej osobie, często przychodzi do kościoła "porozmawiać" z Bogiem itd. i w którymś momencie życia dochodzi do tego, że chciałby spędzić z Bogiem resztę życia. Czuje, że Bóg go wybrał jako kogoś wyjątkowego, kogoś kto ma być blisko Niego, "u góry", na uprzywilejowanej pozycji (bo w końcu Bóg jest królem wszechświata, co nie? A ten człowiek będzie u boku Boga.) To trochę tak jak długo się z kimś spotykasz i po jakimś czasie ta osoba staje ci się tak bliska, że jakby masz "prawo" jej towarzyszyć w życiu, a ona nie ma nic przeciwko. W sensie nie czujesz się niezręcznie będąc cały czas obecny w jej życiu i ona ci na to pozwala. Masakra... nie umiem tłumaczyć -,- Agrrrr....
Będąc w zakonie ci ludzie mają poczucie, że są w bliskim związku z Bogiem, że mają razem z Nim wpływ na zmianę świata poprzez modlitwę i dzięki tej miłości, którą czują do Boga jeszcze nie zwariowali w tym odosobnieniu na końcu świata ; ) Żyją nadzieją spotkania się ze swoją miłością (Bogiem) po śmierci i robią wszystko, żeby na to zasłużyć.

Ja tam nie oceniam, ale sama bym w życiu nie poszła do zakonu.
------------------------------------------------------------------------------------------------- Mój nowy blog już jest ładnie zrobiony, ale wciąż nie mam dla niego nazwy. Aaaaaahhhh.... Nigdy nie jestem zdecydowana ;c
Wgl przez długi czas nie wrzucałam żadnych swoich nowych zdjęć na fejsa ani instagrama. Tak prawdę mówiąc to nawet ich sobie nie robiłam. Ciągle ta sama twarz i te same zdjęcia... Znudziło mi się już xd Może w najbliższym czasie jakieś w końcu zrobię. Może...
---------------------------------------------------------------------------------------------- Czekam na czwartek.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków